WYWIAD Z ANNĄ KLEJZEROWICZ trochę inny, lekko prowokujący.

11075147_1104702052889237_5150181037983849655_nG.S. Zdradziłaś mi, że „Medalion z bursztynem” to Twoja najważniejsza powieść. Dlaczego?

A.K. Po pierwsze dlatego, że każda nowa książka jest dla autora „najważniejsza”. A po drugie, tę tematykę, którą poruszam w „Medalionie z bursztynem” – trudną tematykę „gdańską”, choć nie tylko, bo dotyczy ona zapewne wszystkich „ziem odzyskanych” – od lat noszę w sobie. Poruszałam ją zresztą już wcześniej, trochę w „Sądzie Ostatecznym” oraz (więcej) w noweli „Zatruta krew” z antologii „Zatrute pióra” – ale jeszcze nieśmiało, otarłam się zaledwie o temat. Tym razem poszłam na całość. Chciałam pokazać pewne sytuacje jakby pod lupą, w dużym zbliżeniu. Jednostkowo. Wtedy dopiero dostrzegamy w nich człowieka, z którym każdy z nas mógłby się utożsamiać. Bo boli mnie życzeniowe podejście do historii, która w końcu jest jaka jest, ale właśnie taka nas określa. W całości należy do nas, a my do niej. Żyję w miejscach, gdzie wydarzyło się wiele rzeczy, czasem bolesnych, kontrowersyjnych, trudnych do zaakceptowania. Gdzie nic nie jest jasne. Gdańsk od wieków był miastem wielu kultur. Sama pochodzę z rodziny, w której wśród przodków doszukać się można Polaków, Niemców, Włochów, Węgrów, Austriaków. Pewnie i Rosjan, choć tego akurat nie jestem pewna. Moja rodzina ze strony ojca co prawda przybyła na te tereny dopiero po wojnie, z Warszawy, Włocławka, Krakowa. To byli bardzo ruchliwi ludzie, takie obieżyświaty. Ale ja już jestem gdańszczanką, tu się urodziłam i tak się czuję. Zresztą rodzina mamy pochodziła z tych terenów, z Pomorza. To wszystko tkwi we mnie. Dlatego ta książka powstała, i dlatego jest dla mnie szczególna.

G.S. Dlaczego w taki sposób pokazałaś postać Ewy. To inna kobieta niż Twoje pozostałe bohaterki?

A.K. Moje bohaterki to były do tej pory silne, twarde, pewne siebie kobiety. Charyzmatyczne, o wyrazistej osobowości. Ewa miała być zwyczajna. Chciałam pokazać nie tyle ją samą, ile raczej „tło”, które sprawiło, że taka wyrosła: nieco zagubiona, niepewna, nie potrafiąca się do końca określić. Ewa nie ma zdominować powieści. Ona tylko szuka. Szuka prawdy, źródeł, swoich korzeni, tożsamości… samej siebie tak naprawdę szuka. I chyba stopniowo się zmienia, nabiera „barw”.

G.S. Rozumiem, że bliska jest Ci historia Pomorza. Ile jest prawdziwych faktów w „Medalionie z bursztynem”?

A.K. W wymiarze fabularnym to czysta fikcja. Tak jak napisałam w posłowiu. Ale jest to fikcja oparta na wielu podobnych historiach z terenów Pomorza i samego Gdańska, historiach, które od lat „zbieram”, notuję, zapamiętuję. No i jest jeszcze ciekawostka: list ukryty w komodzie i odnaleziony po kilkudziesięciu latach. Taka sytuacja zdarzyła się w rodzinie jednej z moich czytelniczek, która napisała do mnie i opowiedziała mi o tym. I tak właśnie zaczyna się moja powieść – choć list jest inny i historia inna. Ta oryginalna nie była – miejmy nadzieję – kryminalna. Ale emocje pewnie podobne.

G.S. Bardzo oryginalnie skonstruowałaś powieść. Wynurzenia mordercy to jeden z jej najciekawszych elementów. Po raz pierwszy zetknęłam się w Twojej twórczości z wulgaryzmami. Czy zamierzasz pisać mocniejsze, bardziej drastyczne książki?

A.K. Po raz pierwszy to nie, wulgaryzmy zdarzały mi się już w serii z Emilem Żądło, ktoś mi to nawet kiedyś zarzucił po lekturze „Sądu Ostatecznego”. I tam, i tu użyłam ich świadomie, jako środka wyrazu artystycznego, obrazującego pewne środowiska czy typy osobowości. W przypadku „Medalionu” – osobowości zdecydowanie zaburzonej, agresywnej, chorej. Nie, nie zamierzam pisać bardziej drastycznych książek. Niczego takiego nie planuję. Języka polskiego – z całym jego bogactwem – zamierzam używać tak, jak będzie tego ode mnie wymagała tematyka planowanego tekstu.

G.S. Czym dla Ciebie jest bursztyn?

A.K. Jest symbolem morza i oczywiście Gdańska. U nas wyroby z bursztynu to odwieczna tradycja. Ale nie tylko: jest przede wszystkim znakiem zastygłego czasu. Historii, przeszłości, tajemnicy. To magiczny kamień, ciepły, uzdrawiający, „żywy”.

G.S. W swoich powieściach przemycasz własne poglądy. Nie boisz się, że za bardzo się otwierasz?

A.K. Przemycam raczej własną niepewność. Niczego nie narzucam, nie daję prostych ani jednoznacznych odpowiedzi. Raczej stawiam pytania, chcę, by moi czytelnicy też je sobie zadawali. Czy się za bardzo otwieram?… Nie, nie sądzę. To co odkrywam, nie powinno pozostać ukryte. Siebie nie odkrywam, nie piszę o sobie. Nigdy. A czy się boję? Nie. Przeżyłam dość, by nie bać się mówić szczerze co myślę.

G.S. Jesteś osobą, która nie obawia się pokazywania prawdziwej siebie. Czy nie przysparza Ci to wrogów?

A.K. Przysparza. Ale to już ich problem, nie mój.

G.S. Najbliższe plany twórcze.

A.K. „Dom Naszej Pani”. Kolejna książka z gdańskiej serii z dziennikarzem Emilem Żądło. Czyli następna powieść kryminalna ze sztuką w tle.

G.S. Jesteś osobą szalenie empatyczną i wrażliwą. Jak udaje Ci się pogodzić te cechy w życiu i literaturze.

A.K. Myślę, że te cechy pomagają mi pisać, stwarzać postacie, które czuję i rozumiem, nawet jeśli bardzo się ode mnie różnią. Staram się coś moim czytelnikom od siebie przekazać – i zawsze najbardziej cieszy mnie, kiedy mi się udaje, kiedy widzę, że ludzie rozumieją to, czego przecież nie „wykładam” wprost, to znaczy… kiedy współodczuwają. To chyba największe szczęście dla autora. A w życiu – cóż, w życiu te cechy sprawiają, że bardzo mało czasu mam dla siebie. Ale nie narzekam. Warto.

G.S. Co sądzisz o kondycji współczesnej polskiej literatury?

A.K. Sądzę, że dużo w niej bubla, ale wśród tego bubla jest wiele pereł, perełek i innych szlachetnych kamieni (z bursztynem włącznie). Szkoda tylko, że nic z tymi perłami nie potrafimy zrobić. Marnują się i gasną w ukryciu.

G.S. Czym dla Ciebie jest tolerancja. Pytam o to w odniesieniu do jednego z bohaterów Twojej najnowszej książki.

A.K. Dla mnie tolerancja to konieczność. Bez niej nie rozwijamy się, tylko stoimy w miejscu, kisimy się w stęchliźnie, zatruwając złą energią siebie i innych. Z braku tolerancji upadają cywilizacje, brak tolerancji zabija człowieczeństwo. Tolerancja czyni nas wolnymi. Wolna jestem wtedy, kiedy nie odczuwam nienawiści, mściwości i pogardy wobec innych, kiedy naturalnym wydaje mi się prawo każdego do szczęścia i życia w zgodzie z sobą, ze swoją naturą.

G.S. Dlaczego unikasz spotkań autorskich, nie bierzesz udziału w festiwalach np. Festiwalu Literatury Kobiecej w Siedlcach?

A.K. Spotkań nie unikam, bardzo lubię spotykać swoich czytelników, tyle, że z powodu sytuacji rodzinnej nie mogę zbyt daleko wyjeżdżać. Dlatego ograniczam je do terenu Trójmiasta i okolic, byłam niedawno w Jastarni i Grudziądzu, czyli tam, gdzie mogę dojechać i wrócić w ciągu tego samego dnia. Jeśli chodzi o festiwale – nie przepadem za splendorem, salonami, źle się czuję na podium. Skromna wiejska osoba ze mnie. Przecież ja naprawdę od dziesięciu lat mieszkam na wsi, nieprzypadkowo. Czuję się bardziej na swoim miejscu w lesie i ze zwierzakami, niż w świetle fleszy. Wolę pisać niż imprezować. Nie przepadam też za rywalizacją. Robię swoje i kocham spokój. A jeśli pytasz o ten konkretny festiwal, okej, odpowiem: po prostu nie uważam, że piszę literaturę „kobiecą”. Dlatego. Nawet jeśli seria Czarownic jest ewidentnie DLA kobiet. W sensie: dla nich głównie pisana, bo porusza kwestie równości, prawa kobiet do samostanowienia, wolności wyboru. Jednak generalnie piszę dla każdego myślącego czytelnika, płeć mnie kompletnie nie interesuje. Interesują mnie inne kwestie, niezależne od płci. Nie dzielę literatury według płci. Nie lubię „płciowych książek”. Nikomu nie zabraniam myśleć inaczej, ale sama myślę właśnie tak. Korzystam z wolności wyboru. Przecież nie ma obowiązku uczestniczenia w festiwalach…

G.S. I jeszcze nie ukrywam pytanie tendencyjne. Swoją książkę zadedykowałaś KzK. Co daje Ci praca na portalu?

A.K. Nie będę tu kokietować! Daje mi satysfakcję, że uczestniczę w czymś ważnym. Ze nie tylko piszę, ale także promuję książki innych autorów. Dobre książki, wartościową literaturę. Do tego mam poczucie wspólnoty, a takim samotnym wilkom jak jest ono szczególnie potrzebne: jesteście dla mnie rodziną, dlatego będziecie musieli ze mną żyć.

G.S. Ostatnio na FB pojawiają się dyskusje na temat wydawnictw ze współfinansowaniem i osób w nich wydających. Jaka jest Twoja opinia na temat self publishingu.

A.K. Odróżniam „prawdziwy” self-publishing – czyli pisarzy wydających we własnych autorskich wydawnictwach, których szanuję – od „fałszywego” self-publishingu, to znaczy amatorszczyzny spod szyldu pseudowydawców, drukujących pseudoksiążki po najniższej linii oporu i za pieniądze autorów. Uważam, że to zjawisko szkodliwe dla i tak kulejącego rynku polskiej książki. Osoby nieświadome może wręcz zniechęcić do czytania. Za kasę „wydać” można wszystko, żadnej selekcji – poza materialną – tam nie ma. To potwornie obniża standardy. Mam nadzieję, że tak rozumiany „self-publishing” umrze jak najszybciej śmiercią naturalną.

G.S. Piszesz, działasz na rzecz zwierząt, jaki jest Twój sposób na relaks, tylko nie mów mi, że czytanie książek.

A.K. Kiedy właśnie… czytanie książek! Poważnie. Ale oczywiście nie tylko. Lubię spotkać się od czasu do czasu z przyjaciółmi, posiedzieć z nimi wieczorami przy grillu w ogrodzie, a choćby nawet pogadać na fejsie. Lubię chodzić po lesie, choć coraz mniej mam na to czasu. Szczerze mówiąc, w ogóle niewiele mam już tego czasu dla siebie. Lubię czasem posłuchać dobrej muzyki, obejrzeć dobry film. Fotografować nasze koty. A przede wszystkim zajmować się swoją skromną kolekcją drzeworytów japońskich. Wiesz, że sztuka to moja pasja życia. Ona mnie wycisza i pozwala na dystans do świata.

G.S. Jaki jest Twój stosunek do hipokryzji?

A.K. Gardzę.

Aniu, dziękuję za wywiad i poświęcony czas. Grażyna Strumiłowska.

Anna Klejzerowicz. Dziękuję również i pozdrawiam Czytelników.

One comment to WYWIAD Z ANNĄ KLEJZEROWICZ trochę inny, lekko prowokujący.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>