Paweł Pollak vs Marta Grzebuła – wywiad z Pawłem Pollakiem.

Pawel Pollak

Pytania zadawali: Grażyna Strumiłowska, Małgorzata Kursa, Anna Klejzerowicz i Piotr Olszówka.

1. Od paru dni głównym tematem w internecie jest Pana konflikt z Martą Grzebułą. Autorka wydawanych na własny koszt powieści chce Pana pozwać do sądu. Jakie jest Pana stanowisko w tej sprawie?
P.P.:
Ponieważ chce mnie pozwać za teksty, w których wyśmiewam jej twórczość, uważam to za skandaliczną próbę złamania niezależności krytyków literackich i zakneblowania im ust. Oczywiście Marta Grzebuła usiłuje zatuszować, że takie są jej prawdziwe motywacje, bo wie, że gdyby się do nich przyznała, spotkałoby się to z powszechnym potępieniem. Zresztą takie potępienie wyrażają osoby, które nie dały sobie zamydlić oczu.

2. Z ogromnym zainteresowaniem czytam Pana bloga i nie zauważyłam osobistych „wycieczek” pod adresem p. Grzebuły? Skąd, Pana zdaniem, jej oskarżenia?
P.P.:
Marta Grzebuła jest grafomanką, a dla grafomanów typowe jest, że krytykę tekstu odbierają jako atak na własną osobę. Cokolwiek napiszę o jej tekście, ona weźmie to do siebie. Ja piszę, że frazeologizm „mieć coś na wyciągnięcie języka” jest niepoprawny, a ona odczytuje „jesteś głupia”.

3. Przytaczam cytat z wywiadu udzielonego przez p. Grzebułę. Czy mógłby Pan się odnieść do jej wypowiedzi? „Pan Pollak ponad rok temu zainteresował się mną… ( no właśnie, czy jako „nieudolną”, jak mnie nazwał – autorką, czy może pod innym względem wzbudziłam w nim emocje ? Nie wiem.)”
P.P.:
Nie mam bladego pojęcia, co ta pani sobie roi.

4. Następny cytat „Istnieje coś takiego jak ZASADY, NORMY, ETYKA, SZACUNEK, EMPATIA, a moim zdaniem wszystko zostało przekroczone.
Mało tego nastąpiło wręcz brutalnie złamane wszelkich praw-zasad między ludzkich. A gdy „łamie się prawo” ponosi się karę.”
Czy czuje się Pan winny i Pana celem było prześladowanie p. Grzebuły?
P.P.:
W najmniejszym stopniu nie czuję się winny. Ani moim celem nie było prześladowanie Grzebuły, ani nigdy jej nie prześladowałem. Skrytykowałem w sposób prześmiewczy jej teksty, które, publikując, dała krytykom do oceny. Nie narusza to żadnych zasad, norm czy co tam jeszcze ona zechce powiedzieć, że narusza.

5. Mamy tu do czynienia z precedensem. Osoba pisząca, oskarża recenzenta o krytykę. Poza przypadkiem Tomasza Raczka (gdzie chodziło o film) nie przypominam sobie takiej sytuacji. Jak się Pan czuje jako bohater skandalu?
P.P.:
Skandal niespecjalnie do mnie dociera, bo odkąd wybuchł, to siedzę i ciągle piszę, na blogu, udzielając wywiadów i korespondując z adwokatem Emotikon smile

6. Proszę powiedzieć, w jakim celu „wojuje” Pan z self-publishingiem i dlaczego skupił się Pan przede wszystkim akurat na twórczości p. Marty Grzebuły? Od czego się zaczęło?
P.P.:
Uważam, że self-publishing jest furtką dla grafomanów, takich prawdziwych grafomanów, a nie słabych pisarzy, i tę furtkę należy im zamknąć. Natomiast nie mam nic przeciwko temu, żeby pisarze, którzy się sprawdzą, wykorzystywali tę formę publikacji. Skupienie się na twórczości Grzebuły jest w sumie dość przypadkowe. Zaczęło się od krytyki koszmarków językowych na stronie Evanartu, wydawnictwa ze współfinansowaniem. Po tej krytyce zostałem zaatakowany przez autorów owego pseudowydawnictwa, że bezprawnie odmawiam im miana pisarzy. No to postanowiłem wziąć tekst jednego z nich i przeprowadzić dowód, że zapłacenie za wydanie książki z nikogo nie robi pisarza. Natrafiłem na fragment powieści Grzebuły i doskonale się do tego celu nadał. Później, ponieważ zjawisko self-publishingu interesuje mnie kompleksowo, chciałem omówić odbiór takiej książki wydanej ze współfinansowaniem. Akurat „Obsesja” Grzebuły miała najwięcej fatalnie napisanych pozytywnych recenzji. A ostatni tekst wziął się stąd, że Grzebuła zaatakowała mnie jako krytyka w swojej powieści. Gdyby nie to, prawdopodobnie bym się twórczością tej pani więcej nie interesował.

7.Jakie szkody mogą wyrządzić literaturze oraz rynkowi literatury tego typu utwory?
P.P.:
Moim zdaniem ogromne. Czytelnicy przesiąkają kulawą polszczyzną, kiedy czytają takie potworki, zniechęcają się polskich autorów, do bibliotek i księgarń trafia coś, co de facto jest makulaturą.

8. Kto tu ponosi większą winę – spragnieni sukcesu za wszelką cenę autorzy, czy też wydawcy drukujący książki za ich pieniądze?
P.P.:
Bez dwóch zdań najbardziej winni są pseudowydawcy, którzy cynicznie wykorzystują ambicje ludzi chcących pisać. Drukują książki, co do których mają pełną świadomość, że nie spełniają one standardów wydawniczych, wprowadzają autorów w błąd, sugerując im, że wydanie u nich i w normalnym wydawnictwie to jest jedno i to samo. Moim zdaniem to zwykli oszuści.

9.Nie ma Pan żadnych obaw? Ufa Pan polskim sądom? Wierzy w polskie prawo i zdrowy rozsądek urzędników?
P.P.:
W tej sprawie nie mam. Ten pozew jest tak dęty, że zdaje się nawet sama Grzebuła nie wierzy, że tę sprawę wygra. A jeśliby, wbrew wszelkim przewidywaniom, tak się stało, to na polskich sądach się nie skończy, pójdziemy do Strasburga. Bo pani Grzebuła chce odebrać mi prawo do swobodnego wyrażania opinii i poglądów. A ja akurat to prawo szalenie sobie cenię.

10.Jeszcze jedna ważna kwestia, która jest u nas często pomijana. Są poważni autorzy, którzy mają własne autorskie wydawnictwo i wydają sami siebie, robiąc to jednak profesjonalnie. Skarżą się, że są wrzucani do jednego worka z tamtymi, a media omijają ich szerokim łukiem, uważając że są „z selfu”. Jak Pan widzi ten problem? Co w zasadzie powinno być określane mianem „selfpublishingu”?
P.P.:
To jest faktycznie problem. Ukształtowało się takie nazewnictwo, że pisarze, którzy przeszli na własny rachunek, i grafomani rzeczywiście są wrzucani do jednego worka. Nie bardzo widzę szansę na zmianę, bo to są kwestie językowe i tutaj nie da się nic zadekretować. Ja staram się, pisząc o self-publishingu, zaznaczać, że piszę o vanity press, ale czasami nawet nie jest to dostrzegane. Z kolei nie bardzo mogę zrezygnować z terminów, które się przyjęły, bo tekst będzie sztuczny.

11. Piszą do nas autorzy wydający książki w dobrych wydawnictwach. Twierdzą, że nie chcą, żeby napisana przez nich książka, w którą sami włożyli mnóstwo pracy, pozycja zredagowana, poddana korekcie stała obok tworów wydawanych , a właściwie drukowanych przez pseudowydawnictwa. Jakie jest Pana zdanie, jako pisarza?
P.P.:
To tak, jakby w sklepie RTV obok nowiutkich, błyszczących, sprawnych telewizorów sprzedawano rozbebeszone, dawno zepsute ruskie rubiny. Przy czym tam problem byłby mały, bo klient od razu by widział, że telewizor nie jest na chodzie. Książki pisarza i grafomana wyglądają tak samo. I nawet po przeczytaniu fragmentu tekstu nie każdy zauważy różnicę.

12.Czy rzeczywiście gardzi Pan self publishingiem, jak twierdzi Marta Grzebuła?
P.P.:
Egzaltacja tej pani jest odwrotnie proporcjonalna do jakości jej tekstów.

13.O jakim tekście wspomina Marta Grzebuła, upierając się, że mylnie przypisał Pan jej autorstwo?
P.P.:
Chodzi o fragment powieści „Otchłań zła”, czyli ten pierwszy przeze mnie zrecenzowany. Przy czym Grzebuła, wypierając się jego autorstwa, kłamie i to nieudolnie. Proszę spojrzeć na jej komentarze pod moją krytyką, w żadnym nie prostuje, że to nie ona go napisała. Do tego przysłała mi maila, w którym podziękowała za analizę swojego tekstu.

14. Czy może Pan wyjaśnić (wiem, że to niełatwe), co ma na myśli Marta Grzebuła, twierdząc, że „trzykrotnie wydał Pan wyrok” na nią?
P.P.:
Mogę tylko powiedzieć, że po raz kolejny wkłada mi w usta słowa, których nigdy nie wypowiedziałem ani nie napisałem.

15.Czy na LiteraTurze 2013 doszło pomiędzy Państwem do jakiegoś incydentu, który zapoczątkował wzajemną niechęć? Bo w wypowiedziach na ten temat pani Grzebuła jest bardzo tajemnicza.
P.P.:
Pani Grzebuły z tamtej imprezy w ogóle nie kojarzę, było nas ze trzydziestu autorów, impreza trwała ledwie jeden dzień, nie z każdym człowiek zdążył porozmawiać czy bliżej się poznać.

16. Czy nie sądzi Pan, że cała ta awantura to sprytna zagrywka, by osoba, która nie ma pojęcia o warsztacie, mogła choć przez chwilę zaznać sławy? I cena tu nie gra roli.
P.P.:
Nie wierzę w taką kalkulację. Jestem przekonany, że Grzebułę tak głęboko dotknęła moja krytyka, że chce się za nią zemścić, a jednocześnie doprowadzić do tego, bym jej zaprzestał. Żebym nie mógł pokazywać czytelnikom, że to, co ona oferuje im jako pełnoprawne powieści, jest grafomanią w najczystszej postaci. I myślę, że wiele osób by się takiego pozwu przestraszyło, usunęło krytykę i nie zamieściło tej przygotowanej. Dlatego postępowanie Grzebuły jest tak niebezpieczne. Mnie nie zastraszy, ale w wielu przypadkach ta taktyka przyniosłaby sukces.

17. A co Pan sądzi o określeniu „literatura kobieca”? To spór toczący się od dawna: czy jest to określenie pejoratywne czy wręcz przeciwnie? Czy tego typu szufladki są nam potrzebne?
P.P.:
Kategoryzacji nie unikniemy, czytelnik musi mieć wskazówkę, czego może się po książce spodziewać. Przy czym ja określenie „literatura kobieca” odbieram jako całkowicie neutralne.

17.Czy to prawda, że „prześladuje” Pan panią Martę „anonimami”? Na takie zarzuty się też natknęliśmy…
P.P.:
Nigdy nie wypowiadam się anonimowo, a pani Grzebuła, choć jej się tak wydaje, nie jest dla mnie aż tak istotna, bym poświęcał na pisanie o niej czy do niej więcej czasu, niż to uczyniłem pod nazwiskiem.

18. Grono znajomych Marty Grzebuły upiera się, że zarzuty o naturze osobistej potrafią udowodnić. Z tego co p. Grzebuła publikuje można wywnioskować, że miesza ona wiele różnych kwestii i niekoniecznie je potrafi rozdzielić. Zarzuty z jej strony to raczej sprawa dla sądu, który oprze się na złożonym pozwie a nie wywiadach internetowych, ale jako ludzie związani z literaturą możemy trochę puścić wodze wyobraźni. Czy jest Pan w stanie wyobrazić sobie te dowody?
P.P.:
Nie. Tym bardziej, że mają potwierdzać fakty, które nie miały miejsca.

19.Oboje jesteście z Wrocławia. Czy to wpływa na toczący się między wami spór?
P.P.:
W żaden sposób.

20. Marta Grzebuła to jedna osoba. Czy Pan traktuje ją jako człowieka, czy też raczej symbol pewnych zjawisk literackich?
P.P.:
Marta Grzebuła to autorka tekstów, które krytykowałem, czołowa przedstawicielka nurtu grafomańskiego, a teraz moja przeciwniczka procesowa i osoba, która metodami nie do przyjęcia usiłuje zamknąć usta krytyce literackiej.

21. Czy bierze Pan pod uwagę fakt, że ten proces, o ile do niego dojdzie, może trwać latami?
Co Pan myśli o takiej ewentualności?
P.P.:
Biorę pod uwagę i nic nie myślę, bo proces nie zdezorganizuje mi przecież życia. To nie jest tak, że codziennie będę musiał spędzać parę godzin na sali sądowej. Zasadnicza część procesu to wymiana pism między adwokatami.

22.Sądzi Pan, że ta sprawa wpłynie jakoś na życie literackie w Polsce?
P.P.:
Nie sądzę, ani moje nazwisko, ani tym bardziej Grzebuły nie jest tak znaczące, by miała jakiś większy wpływ.

23. W tej chwili brakuje w kraju czasopisma literackiego będącego jakimś medium wspólnym. Miejsce czasopism zajął internet który z jednej strony daje swobodę, z drugiej – powoduje zalew informacji i w efekcie: szum zamiast wiedzy. Czy selfpublishing ma związek z tym zjawiskiem Pana zdaniem?
P.P.:
Nie, self-publishing czy raczej vanity press jest efektem pojawienia się druku cyfrowego, który umożliwia druk niskich nakładów w sensownej cenie za egzemplarz. Wcześniej na druk książki trzeba było wyłożyć kwotę przekraczającą możliwości przeciętnego człowieka, teraz za kilka tysięcy każdy może sobie wydrukować kilkaset egzemplarzy.

24. Ten pozew może być sposobem na autoreklamę. Ale wcale nie musi – czy spróbuje Pan przewidzieć dalszy rozwój wypadków?
P.P.:
Pani Grzebuła wygląda na zdeterminowaną, więc pewnie ten pozew rzeczywiście wniesie, a potem sprawę przegra.

25. Czy Panu jako pisarzowi i krytykowi taki proces może zaszkodzić?
P.P.:
Dlaczego miałby mi zaszkodzić?

26. Wspomniał Pan o tym, że proces o krytykę literacką może zastraszyć początkujących krytyków-blogerów. Czy sądzi Pan że to by było zjawisko korzystne czy niekorzystne? Ostatecznie mamy w sieci coś w rodzaju epidemii nieodpowiedzialności za słowo. Może mimo wszystko świadomość, że krytyk i pisarz mogą się spotkać w sądzie, wpłynie na rozważniejsze podchodzenie do krytyki literackiej?
P.P.:
Nie zgadzam się z taką diagnozą, że w przypadku krytyki literackiej mamy epidemię nieodpowiedzialności za słowo. Recenzenci siłą rzeczy skupiają się na tekstach, a nie na autorach, a o tekście mają prawo napisać wszystko. To autorzy, w przeważającej mierze self-publisherzy, reagują na krytykę histerycznie i obrażają recenzentów. A sytuacji, w której ktoś boi się pisać i z jakiegoś względu stosuje autocenzurę, nigdy nie można uznać za właściwą.

2 comments to Paweł Pollak vs Marta Grzebuła – wywiad z Pawłem Pollakiem.

  • Adrian  says:

    O ile wiem to pan Pollak zareagował histerycznie na krytykę. Walka była ostra. Pan Pollak również nie przebierał w słowach. Nie znam twórczości Grzebuły, ale znam P. Pollaka i też mam sporo zastrzeżeń. Dla przykładu pisze w „Kanalii”, że jej bohater (aspirant Lepka) ma 25 lat, a to oznacza, że musiałby mieć 6 lat wstępując do Policji. Kilka zdań dalej umieszcza sformułowanie „Krew zagrała mu z żyłach”. W „Niepełnych” jego niewidomy bohater widzi kolory. Itd. Reasumując… Bawi mnie ten pan swoimi wpisami na blogu, atakami na mniej ważnych, niemal niezauważonych autorów, budując na ich „trupach” popularność. Niektórzy komentatorzy niczym hieny rzucają się na ich szczątki nie wiedząc, że pan Pollak popełnia równie śmieszne, niewybaczalne w jego przypadku, błędy. KZK traci w moich oczach poprzez fakt zaangażowania się w coś co nie jest ich godne.

    • Piotr Olszówka  says:

      Problem polega na tym, że Pana wiedza na temat tego zajścia wydaje się być niekompletna.
      Nie było walki jako takiej. Pani Marta nie podejmowała dyskusji na gruncie literackim, zajmowała się raczej sugestiami, że krytyka wygłoszona przez Pollaka jest krzywdząca i bezpodstawna, oparta na osobistych animozjach.
      Pan Pollak każdą swoją kąśliwą uwagę umieścił pod konkretną, opublikowaną, realną próbką tekstu p. Marty. Kto się nie zgadza z jego oceną – może podjąć rękawicę i bronić wartości cytowanych fragmentów.
      A zatem może Pan się tego podjąć.
      Proponuję aby zapoznał się Pan z twórczością pani Marty. Koniecznie. Wówczas porównywanie dorobku tych autorów będzie miało sens. No i zobaczy Pan, czy Paweł Pollak nie przebierał w słowach, czy też stosował je właściwie. Ocenę tej kwestii zostawiam Panu, ale chętnie zapoznam się z Pana opinią na temat książek p. Marty i z radością opublikuję Pana obronę tych tekstów, jeśli zechce Pan ją napisać po przeczytaniu.
      Co do angażowania się KzK – źle Pan zrozumiał nasze zaangażowanie i stanowisko Pawła Pollaka. Nam chodzi o to, by publikowano dobrą literaturę, by knoty nie trafiały do sprzedaży, bo zniechęcają czytelników do polskiej literatury. Uważamy to za sprawę wartą naszego zaangażowania i godną wsparcia.
      A czy autor książki nazywa się Grzebuła, Pollak czy Damian Ursyn Pawluśkiewicz-Alfredziejewski (polecam akronim tego nazwiska) to już nie ma znaczenia. Ma znaczenie, jak pisze. Nie chodzi tu o drobne pomyłki, które czasami są dziełem redaktora lub przypadku. Chodzi o całokształt tekstu na wszystkich poziomach jego istnienia.
      Tu ponownie polecam twórczość p. Marty. Bezwzględnie powinien Pan przeczytać przynajmniej 3 jej powieści od deski do deski, tak jak przeczytał Pan książki Pawła Pollaka.
      Inaczej nigdy nie zrozumie Pan ani jego ani naszego stanowiska.
      Możemy długo dyskutować o tym, co w literaturze jest niewybaczalne, ale coś mi się zdaje, że Pan za mało przeczytał powieści kiepskich aby ta dyskusja miała sens już teraz.
      Ponadto nie da się zbudować własnej popularności narzekaniem na cudzą. Nie ma takiego wypadku w ciągu 3 tys. lat historii literatury europejskiej (o literaturze perskiej, chińskiej czy indyjskiej wiem zbyt mało, by się wypowiadać). My o tym wiemy, Paweł Pollak o tym wie i właściwie każdy piszący wiedzieć powinien.
      Jeszcze raz gorąco zachęcam Pana do sięgnięcia po twórczość p. Marty i życzę powodzenia
      red. Piotr Olszówka

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>