BEATA SABAŁA-ZIELIŃSKA „TOPR. ŻEBY INNI MOGLI PRZEŻYĆ” *****

BEATA SABAŁA-ZIELIŃSKA „TOPR. ŻEBY INNI MOGLI PRZEŻYĆ” *****
KSIĄŻKA PRZEKAZANA PRZEZ WYDAWNICTWO PRÓSZYŃSKI I SK-A.

„Dobrowolnie przyrzekam pod słowem honoru, że póki zdrów jestem, na każde wezwanie Naczelnika lub jego Zastępcy – bez względu na porę roku, dnia i stan pogody – stawię się w oznaczonym miejscu i godzinie […] w celu poszukiwań zaginionego i niesienia mu pomocy”.

To fragment przysięgi ratowników TOPR (Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego), wciąż aktualny i obowiązujący od samego początku istnienia tej organizacji, czyli od roku 1909, gdy Mariusz Zaruski (naczelnik) i Klimek Bachleda (zastępca naczelnika) powołali ją do życia. Obaj ci założyciele TOPR-u przeszli do tatrzańskiej legendy: Zaruski jako pionier, nieśmiertelny autorytet, człowiek wszechstronny, Bachleda jako bohater: pierwszy ratownik, który z poświęceniem oddał własne życie w czasie trwania akcji ratunkowej, zaledwie rok późnej. Lecz następców nie zabrakło i nie brakuje ich do dziś. Zawsze znajdują się ochotnicy, ludzie gotowi służyć innym. Nie robią tego dla pieniędzy ani dla sławy. Zarabiają symbolicznie i z determinacją bronią się przed rozgłosem…
To książka jedyna w swoim rodzaju, ponieważ po raz pierwszy ratownicy tatrzańscy dopuścili do swoich tajemnic dziennikarza, osobę spoza swego środowiska. Nie dziwię się – autorce z tak kultowym w Tatrach nazwiskiem nie mogliby przecież odmówić. Odpowiedzieli na wszystkie zadane pytania, zdradzając i nam kulisy swojej działalności w górach. Znajdziemy tu pełne klimatu i dramatyzmu opowieści o akcjach ratunkowych w trudnych tatrzańskich ścianach, jaskiniach, lawiniskach i stawach. Bo ratownicy są wyspecjalizowani w różnych rodzajach ratownictwa górskiego. Mają również przygotowanie medyczne. Mowa też będzie o kobietach w szeregach TOPR. Bo działały i działają, choć wciąż jest ich niewiele. I – jak to często bywa w środowisku górskim – lekko nie mają. Ratownictwo tatrzańskie to wyjątkowo „męska” dziedzina.
Współcześnie ważnym jej elementem, niemal symbolem, jest śmigłowiec – temat sam w sobie, bo pilotowanie śmigłowca w górach, często w fatalnych warunkach pogodowych, to nie przelewki. I choć dawniej ratownicy dysponowali tylko siłą własnych mięśni, jednak tak naprawdę misja pozostała ta sama. Ratowanie ludzi bez względu na trudy, okoliczności i niebezpieczeństwa. Górska przyroda jest bezwzględna. Oni muszą liczyć się z tym, że z kolejnej akcji mogą nie powrócić żywi. Tak jak Klimek Bachleda sto lat temu.
Doskonale napisana książka, z mnóstwem ciekawych i mało znanych, oryginalnych zdjęć. To nie suche opracowanie, raczej żywe opowieści snute przez uczestników dramatu. Może przy watrze na tatrzańskiej hali?
Komplet gwiazdek za to ważne i udane ujęcie niełatwego tematu. Serdecznie polecam!

(Anna Klejzerowicz)

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>