„Hejt”- felieton Igi Frankowskiej

 

ff

Dzisiaj skorzystałam z kilku minut spokoju i przeglądałam Internet. Kiedy mam czas na nadrobienie zaległości, czytam wiadomości ze świata. Lubię też zajrzeć na Instagram lub Facebook i zobaczyć co u kogo słychać. W końcu dożyliśmy czasów, w których każdy upublicznia swoje życie w internecie. Mnie też się to zdarza, nie zaprzeczę. Kiedyś próbowałam z tym walczyć, teraz zaczęłam dostosowywać się do trendów. Kto nie lubi się czasem czymś pochwalić? Wiedziona naturalną ciekawością, otworzyłam pierwszy lepszy profil społecznościowy jednej ze znanych nam z telewizji osób. Piękne zdjęcie, idealne ciało w stroju kąpielowym, w tle słońce i lazurowe morze. Cudowny obrazek, a pod nim mniej cudowne komentarze. Niesłabnąca fala hejtu. Odnośnie wyglądu, miejsca, zachowania i braku dzieci na zdjęciu. Insynuacje o zaniedbywaniu obowiązków rodzica , korygowaniu swojej figury i mnóstwo innych bluźnierstw, których z grzeczności nie będę przytaczać. Zniesmaczyły mnie i dały do myślenia. Skąd ludzie czerpią tak daleko idące wnioski patrząc li tylko na zdjęcie, będące pocztówką z wakacji? Zdjęcie, które wywołało u mnie nostalgię, marzenie o przeniesieniu się w czasie, motywację, żeby do tego dążyć i ogromny podziw dla piękna, które na zdjęciu zaprezentowano? Skąd ludzie mają czas, by uczyć kogoś jak żyć, samemu jednocześnie ponosząc w życiu porażki? I kto dał im przyzwolenie krytykowania czyjegoś życia? Czy ktoś czerpie z tego satysfakcję? Dlaczego łatwiej przychodzi nam krytyka niż pochwała? Czy jesteśmy tak zgorzkniałym narodem, że jedyne co potrafimy z siebie wydusić to: „beznadzieja”, „nie mogę na Ciebie patrzeć” i wiele, wiele innych podobnych komentarzy, bo akurat jeśli chodzi o inwencję twórczą odnośnie krytyki, jesteśmy niedoścignieni. Może lepiej tę niepohamowaną wyobraźnię wykorzystamy w inny sposób? Jedno zjawisko, a wywołało lawinę pytań. Dlaczego hejtujemy? Robimy to z zazdrości, z nadmiaru wolnego czasu czy po prostu satysfakcję przynosi nam ogólna zgryźliwość wobec bliźniego? Może nie potrafimy cieszyć się z sukcesów. Nie tyle obcych, ale i swoich własnych. Budujemy swoje poczucie wartości na obniżaniu go innym. Nasze życie składa się ze wzlotów i upadków, sukcesów dużych i małych. I porażek, o których próbujemy nie myśleć. Zapominamy, że najważniejsze są chwile. Nie musimy być celebrytami by wieść wartościowe życie. Dla przeciętnej kobiety ogromnym sukcesem może być urodzenia dziecka, dla doświadczonego ojca wychowanie syna na porządnego mężczyznę. Karierowicz będzie cieszył się z awansu, a ogrodnik z wyhodowania słodkiego pomidora. Każdy z nas odnosi sukcesy ale nie każdy potrafi to docenić. Dlaczego? Czyż nie jest dumą dla matki, kiedy jej nastoletni syn wie, co to znaczy szacunek i ustępuje miejsca w tramwaju komuś starszemu od siebie? Czy to nie jest piękniejsze i wartościowsze niż nowy zegarek lub samochód? Czy jesteśmy na tyle monotematyczni, że interesują nas tylko czyjeś niepowodzenia i jeśli ktoś ma odrobine lepiej niż my, jest poddawany naszej, nieszczerej, podyktowanej zazdrością i uszczypliwością, ocenie? Osoby publiczne, takie jak obserwowana przeze mnie, a hejtowana przez setki innych, osoba, tworzy swój wizerunek, kreuje go i zarabia na tym niemałe pieniądze. Jest też człowiekiem, który tak jak każdy z nas, chce się czymś pochwalić, do czegoś nas namówić czy po prostu podzielić się własnym szczęściem. Różni się od nas tylko tym, że jest znana. Przecież identycznie jak wspomniana celebrytka chwalimy się w sieci zdjęciami z wakacji, zakupem nowych rzeczy czy w ogóle bywaniem w różnych miejscach. I po co to robimy? Żeby ktoś, sfrustrowany własnym życiem, pisał niepochlebne komentarze pod naszym postem? Zastanówmy się wspólnie. To, że ktoś jest osobą znaną nie znaczy już, że jest odporny na krytykę innych. Nie każdy potrafi przejść do porządku dziennego nad brzydkimi słowami, skierowanymi w jego stronę. Nie jesteśmy ze stali. Skąd ludzie mają czas żeby żyć życiem innych, nieznanych im osób? Tak, jakby nie mieli innych przygód czy zajęć, którymi zapełniają swój dzień. Jakby w ich życiu nie działo się nic wartościowego. Nie wierzę, że tak jest. Może robią to z samotności? Szukają kontaktu ze światem każdymi możliwymi sposobami? Gdzieś w tym wszystkim się po prostu zapędziliśmy. Zatraciliśmy się w zazdrości o czyjeś dobro, przestając jednocześnie dbać o swoje własne. Dlaczego? Nie jesteśmy złymi ludźmi, nie prowadzimy szarego, nudnego życia. Nie mamy tylko świadomości doceniania rzeczy prostych, które są ważne. Nie chcemy lub nie potrafimy zauważać małych radości w naszym życiu. Jesteśmy zmęczeni pogonią za dobrem materialnym i natrafiając na porażki musimy jakoś odreagować. Hejtowanie jest łatwe, bo nikt nas nie widzi, nikt nie jest w stanie w porę zareagować. Możemy bezkarnie wyrażać opinię, krytykować bez poczucia winy i czerpiemy z tego swego rodzaju satysfakcję. Mam nadzieję, że to, szerzące się na dużą skale zjawisko, będzie powoli zanikać. Zamiast kraść komuś chwile spokoju i radości zacznijmy się nią dzielić z innymi. Zamiast krytykować, bierzmy przykład. Jeśli uważamy, że coś się nam w życiu nie udało, nie wylewajmy swoich porażek na kogoś obcego. Podnieśmy się, weźmy w garść i spróbujmy na nowo. I tak do skutku. Każdy z nas pracuje na swoje sukcesy, niejednokrotnie rezygnując w życiu z różnych rzeczy. Każdy wiedzie życie jakie chce i to jest najpiękniejsze.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>