„Ocenianie prostsze od zrozumienia”- felieton Igi Frankowskiej

Ocenianie prostsze od zrozumienia

mnbvcxz

Stoję w kolejce w sklepie papierniczym. Przede mną sfrustrowana matka ciągnie za rękę zdenerwowane dziecko. Oczywiście nie zapytałam się o jej samopoczucie, założyłam w ciemno, obserwując ją z boku, że czegoś ma dość. Czego? Tego dokładnie nie wiem. Szału przygotowań wyprawki szkolnej, swojego macierzyństwa czy może guzdrającej się sprzedawczyni? Jej córka tupie nogami i głośno wyraża swoje zniechęcenie. Nie chce stać grzecznie w kolejce, chce wrócić na plac zabaw, z którego właśnie ją zabrano. Nie może zrozumieć, że czas na przyjemności właśnie dobiegł końca. Stoję za nimi i próbuję zignorować sytuację. Nie pozwolę, by rozkrzyczane dziecko i matka, niereagująca na jego zachowanie, zepsuły mi cały dzień. Stoję i oceniam, bo przecież tak łatwo jest nam oceniać obcych ludzi, zupełnie ich nie znając. Za mną, zaczytany mężczyzna, nie reaguje na to, co dzieje się wokół niego. Nie podnosi oczu znad otwartej książki, którą trzyma w dłoniach. Dla zabicia czasu próbuję, oczywiście z ogromnym pietyzmem, bez wchodzenia w jego strefę komfortu, zajrzeć jaką literaturę trzyma w rękach. Przecież to, o czym czytamy, dużo mówi o nas samych. Ale czy na pewno? Kilka przeczytanych romansów nie zamieniło mnie w niepoprawną romantyczkę, a kryminałów w osobę żądną krwi własnych wrogów. Kolejny raz, ulegając przyzwyczajeniom ogółu, mam zamiar ocenić obcą osobę. Te przemyślenia nie hamują mojego zachowania. Zaglądam dyskretnie, a w witrynie, w której wyeksponowano farbki i pędzelki, widzę odbijającą się okładkę, którą mężczyzna do połowy zakrywa prawą dłonią. Okazuje się, że znam tę pozycję. To książka opowiadająca o głośnym i trudnym temacie, o celibacie księży. Zastanawiam się dlaczego ten przystojny pan sięgnął akurat to tę, można powiedzieć kontrowersyjną, pozycję? Co ten wybór świadczy o nim samym? Czy może świadczyć cokolwiek, skoro ja też czytałam ją kilka miesięcy temu? Oceniać jest nam łatwo, trudniej zrozumieć. Każdy z nas jest w stanie w ciągu kilku sekund wyrobić sobie opinię o innym człowieku, kompletnie nie znając jego charakteru, sposobu życia, wykonywanego zawodu… Nie wiemy zupełnie nic, a wydaje nam się, że wiemy wszystko. Kiedy staram się przypomnieć sobie historie jakie poznałam czytając książkę, którą teraz obcy mężczyzna zaprząta sobie głowę, do lady podchodzi wspomniana matka z córką. Ekspedientka przynosi z zaplecza kolorowe zeszyty i rozkłada przed klientkami na kontuarze. Zdenerwowane dziecko nagle przeistacza się w zadowoloną i podekscytowaną dziewczynkę. Mama uśmiechnięta oddycha z ulgą i czeka, aż jej pociecha wybierze sobie cztery zeszyty, których okładki najbardziej przypadną jej do gustu. Sielski obrazek. Stoję tuż za nimi i zastanawiam się, co bym pomyślała o tej dwójce, gdybym dopiero teraz weszła do sklepu? Spełniona kobieta, która wychowała córkę na grzeczną, mądrą dziewczynkę. Obrazek, który chcielibyśmy oglądać zawsze i wszędzie. W ciągu kilku sekund zniknęła rozpieszczona córka, a pojawiła się inna. Lepsza. Tylko dla kogo? Dla matki czy dla mnie, biernego widza? Nagle jak grom z jasnego nieba nachodzi mnie świadomość, jak obserwowane wydarzenia determinują nasze myśli. Jak bardzo chwilowe sytuacje mogą wpływać na ocenianie innych. Czy możemy więc na podstawie jednego wydarzenia wysnuwać wnioski? Kiedy nadchodzi moja kolej, proszę sprzedawczynię o zapakowanie kilku podstawowych artykułów dla początkującego pisarza (jeden notes, trzy ołówki, gumka i dwa cienkopisy), z uśmiechem odbieram produkty, uiszczam opłatę i kieruję się do wyjścia. Nim przekroczę próg sklepu, dochodzą mnie słowa ekspedientki skierowane do mężczyzny, który od samego początku stał za moimi plecami: „Szczęść Boże. Co słychać u księdza?”. Osłupiała wychodzę ze sklepu. Nie przypuszczałabym, że człowiek, tak pochłonięty reportażem o seksualności księży okaże się jednym z nich. Ta świadomość kolejny raz wpływa na wnioski do jakich próbuję dojść. Może analizuje treść, bo chce o niej wspomnieć w niedzielnym kazaniu i przestrzec ludzi przed kłamstwami, może szuka zrozumienia, bo sam gubi się we własnym świecie, albo był jednym z księży, o których możemy tam przeczytać? Nie znam odpowiedzi na te pytania. Nie ma to jednak zupełnie wpływu na to, że bez zahamowań oceniam obcego człowieka. Od zawsze wydawało mi się, że my ludzie, jesteśmy od siebie różni. Każdy z nas ma swoje hobby, zainteresowania. Wykonujemy inne zawody, spędzamy inaczej czas, nawet inaczej wyglądamy. Bzdura. Choć zajmujemy się czymś innym to w głębi jesteśmy tacy sami. Denerwujemy się, kłócimy, czy wzajemnie oceniamy, jednocześnie nie chcąc być ocenianymi. Tak to działa. Przywdziewamy maski udając i odgrywając pewne role w zależności o tego, w jakim środowisku się obracamy i czego ono od nas wymaga. Nie potrafimy być sobą, a mamy czelność wymagać tego od innych. Trudno nam zrozumieć zachowanie innych ludzi, choć tak jak oni podejmujemy dziwne decyzje czy próbujemy wpisać się w pewne schematy. I właśnie według tych schematów oceniamy obcych ludzi. Jeśli ktoś zdecydował się założyć rodzinę, musi to być rodzina uśmiechnięta, ze spokojnymi cichutkimi dziećmi, które na basenie pluskają się bezgłośnie w wodzie. Roześmiane, rozkrzyczane dziecko koliduje ze spokojem, który chcieliśmy uzyskać leżąc na leżaku i czytając książkę lub artykuł w gazecie. Rodzina idealna to rodzina składająca się z kochającego się małżeństwa i dwójki smyków. Wszelkie odchylenia od normy traktowane są przez nas jako powód do wystawiania niepochlebnej oceny. Mam nadzieję, że sami, czytając, zastanawiacie się właśnie nad tym jak łatwo oceniacie innych. Te kilka słów, które do Was kieruję, nie dadzą Wam kompletnego obrazu mojej osoby. Nie jesteście w stanie zrozumieć człowieka po kilku zdaniach choć zapewne próbujecie to robić. To, że krytykuję ocenianie innych, nie sprawi, że sama przestanę oceniać. I choć staram się być sprawiedliwa i wszelkimi sposobami zrozumieć i poznać ludzi, zanim wyrobię sobie zdanie, często ulegam pierwszemu wrażeniu. Stojąc w sklepie papierniczym uzmysłowiłam sobie dwie rzeczy. Przede wszystkim uderzyło mnie to, jak płytkie jest moje myślenie. Robię coś, co gryzie się z moim sumieniem mając jednocześnie świadomość własnego zachowania. Zakrawa na hipokryzję? Obserwowałam, oceniałam i ani razu nie pomyślałam o tym, że ktoś właśnie może stać z boku i oceniać mnie. To jest ta druga rzecz. Ani jednej sekundy nie przeznaczyłam na to, co myśli kobieta stojąca przede mną. Czy ksiądz, widząc moje zainteresowanie jego literaturą pomyślał, ze jestem wścibska? Bądźmy sprawiedliwi oceniając innych i miejmy świadomość, że my także poddawani jesteśmy ocenie. Nie ulegajmy schematom, które w większości są krzywdzące, bo każdy z nas żyje po swojemu i nie potrzebuje rad z zewnątrz. Wstrzymajmy się od zbędnych komentarzy, zachowując własne oceny tylko dla siebie. Szczególnie jeśli są one wywołane pierwszym wrażeniem, które, jak zauważyliście, może być mylne. Mylić się jest rzeczą ludzką ale współistnienie w dużej mierze zależy od zrozumienia więc tego i Wam, i sobie, życzę.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>