„Trudne początki”- felieton Igi Frankowskiej

TRUDNE POCZĄTKI

fgh

Początki zawsze są trudne. Niezależnie od wykonywanych przez nas zadań, podejmowanych działań czy miejsc, w których obecnie się znajdujemy. I to jest jeden z głównych powodów naszej rezygnacji z marzeń. „Nie dam rady. Nie potrafię. Za duże wyzwanie”- często przebiega nam przez myśl. Dziś wiem, że to wierutna bzdura, bo jeśli coś chcemy w życiu osiągnąć, to poddając się, nie ruszymy z miejsca nigdy. Kiedy aktor wychodzi pierwszy raz na scenę jest sztywny, jąka się, często zapomina roli, ale nie rezygnuje. Nocami uczy się tekstu, ćwiczy przed lustrem w domu i z nowymi siłami wraca na scenę. Walczy. Tylko dzięki temu, kilka lat później, ogląda swoją twarz na billboardach, ma swoich fanów i rozdaje autografy. Musicie pamiętać jedną podstawową rzecz: Nic nie przyjdzie samo. Rezygnacja z wysiłku, z dążenia do doskonałości, niezależnie od profesji, jest równoznaczna rezygnacji z marzeń. Ja od zawsze chciałam mieć nieprzerwany kontakt z literaturą. To moje hobby, które przynosi mi satysfakcję, dostarcza wrażeń czy też, w niektórych przypadkach, niesie ukojenie. To, gdzie się teraz znajduję i czym się zajmuję, jest kwintesencją marzenia, które od zawsze wiedziałam, że się ziści. Kosztowało mnie to dużo stresu, strachu i nauki ale w końcu dobrnęłam do brzegu. Jak wyglądały moje początki w KzK? Zaryzykowałam. Wysłałam zgłoszenie i dostałam odpowiedź zwrotną. Łatwe? Niekoniecznie. Już od pierwszej rozmowy telefonicznej zostałam zasypana gradem pytań o umiejętności, o zainteresowania, o czas jaki jestem w stanie poświęcić czytaniu. Jąkałam się, nie mogąc na szybko sklecić jednego, sensownego zdania. Na informację o wymaganiach, które muszę podjąć i wyzwaniach jakie mnie czekają, oblały mnie zimne poty. I wtedy przyszło pierwsze: „Nie dam rady”. Na szczęście właścicielka portalu, z którą dziś jestem bardzo związana, nie dała mi chwili do namysłu. Przyjęła mnie, choć wtedy jeszcze w to nie wierzyłam. Nie zdawałam sobie sprawy jak szybko można komuś zaufać. Moje wątpliwości, kilka dni później, rozwiał kurier, który dostarczył pod mój adres karton książek. Ich ilość, w tamtej chwili wydawała się być ponad moje możliwości, dziś nie robi na mnie takiego wrażenia. Zaczęłam w końcu wierzyć w siebie. Powoli oswajałam się z myślą, co mnie czeka. Pierwszą recenzję pisałam przez dwa dni. Pamiętam, jakby to było wczoraj. Kreśliłam, pisałam od nowa, znowu kreśliłam i tak w kółko. Ciągle było z nią coś nie tak. Zwątpiłam po raz drugi: „ Nie potrafię”. Analizowałam wszystkie recenzje, do których miałam dostęp na portalu, próbowałam się dostosować. Chciałam być perfekcyjna, nie zdając sobie sprawy, że doświadczenie nabywa się z czasem. Gdybym wtedy wiedziała to, co wiem teraz, cały proces trwałby niecałą godzinę. Wrzuciłam gotową recenzję na prywatną stronę, czekając na werdykt. Werdykt trzech, nieznanych mi wtedy kobiet, które jako pierwsze oceniały moje możliwości. Okazało się, że nie było tak źle. Pomijając kilka błędów, literówek i „tę zamiast tą”- z czym miałam największy problem, recenzja była gotowa do umieszczenia na stronie. Wrzuciłam i … nie spałam całą noc. Pod recenzją pojawiła się liczba ponad tysiąca obserwujących ją ludzi. Oniemiałam. Kilka miesięcy później największym moim wynikiem było niecałe dziesięć tysięcy, dopóki Facebook nie wprowadził skomplikowanych ograniczeń zasięgu. Tak rozpoczęłam swoją, już prawie trzyletnią przygodę z portalem. Do tej pory uczę się pilnie, wykonuje powierzone mi zadania, staram się rzetelnie podchodzić do recenzji każdej powierzonej mi książki. Jednak droga, którą musiałam przebyć nie była łatwa. Momentami naszpikowana takimi niespodziankami, że dotykanie gołą ręką kaktusa, bywa przyjemniejsze. Pisanie recenzji nie wiąże się tylko z czytaniem książek. Zdaję sobie sprawę, że nie każdemu może być w smak to, co ja uważam za ważne i warte podkreślenia. Autorzy, szczególnie polscy, bo z nimi mamy największy kontakt, to ludzie, którzy różnie podchodzą do krytyki. Ciężko zmierzyć się z czymś, co nie spełnia naszych oczekiwań i sprawia zawód. Doskonale to rozumiem. Dlatego recenzje książek, które nie przypadły mi do gustu, miały mnóstwo błędów i były mdłe, sprawiają mi największą trudność. I to nie jest złośliwość, jak niektórzy to odbierają. To konstruktywna krytyka, która ma dać wskazówki na dalszą drogę, którą podąża autor. To ukłon w stronę jego twórczości, by tworzył jeszcze lepiej. To nasz mały wkład w szlifowanie jego talentu. Może nie jestem specjalistką i nie znam się na wszystkim ale zawsze byłam, jestem i będę czytelnikiem. Osobą, do której książki są kierowane, która bierze czynny udział w promowaniu autorów i chce, by polska literatura sięgnęła wyżyn. Wśród naszych rodzimych autorów są nieoszlifowane diamenty. Dziś wiem o tym na pewno. Pozwolicie jednak, że swoich faworytów zachowam dla siebie. Dzięki portalowi poznałam wielu z nich, z kilkoma utrzymuję kontakt ale nie to jest najważniejsze. Prym wiodą książki ich autorstwa, które przyprawiają o palpitację serca, zapierają dech i pozostają na długo w pamięci. I są to książki, po które prawdopodobnie nie sięgnęłabym w księgarni, gdzie promuje się li tylko amerykańskie bestsellery. Teraz w ciemno biorę to, co tworzą moi faworyci, niezależnie od poruszanego tematu. To portal dał mi tę możliwość. Możliwość poznania i docenienia dobrej literatury. Pracuję z wymagającymi Wiedźmami. Tak, pozwoliłam sobie na to określenie, bo według nas nie jest ono krzywdzące. Jest trochę satyryczne ale trafne i pokazuje dystans jaki mamy do siebie. Z kobietami, które nauczyły mnie bardzo wielu rzeczy, choć pewnie nie zdają sobie z tego sprawy. Otworzyły mi oczy na wartości jakie niesie ze sobą literatura, która kiedyś była dla mnie tylko sposobem na spędzanie czasu. Pokazały jakie korzyści niesie obcowanie z książką, na co warto, a na co nie warto zwracać uwagi. Zrugały kiedy coś zrobiłam źle, a zdarzyło się to nie jeden raz. Wierzyły we mnie i wierzą (mam nadzieję) do tej pory. Dopingują, wspierają i podtrzymują na duchu. Teraz, dzięki nim, moje oczy sięgają głębiej, tam gdzie autor próbuje nas ze sobą pociągnąć. Gdzie chce nas zabrać i coś nam pokazać. W sam środek stworzonej przez niego historii. Odnajduję to, co w książkach najważniejsze i za to, oraz za warsztat próbuję oceniać książki. Nie przez wzgląd na znajomość czy sympatię. Tego nauczyły mnie redaktorki, które od kilku lat tworzą portal, żeby oddzielać jedno od drugiego. Jestem dzięki temu mądrzejsza, odważniejsza i bogatsza, nie tylko w nowe doświadczenia, ale i przyjaźnie, które zrodziły się nieplanowane. To nie jest koniec mojej drogi. To początek, który przynosi satysfakcję i wiarę w swoje możliwości. To odważny krok naprzód, którego nie bójcie się stawiać. Spełniajcie swoje marzenia, niezależnie od tego, jakie są i czego od Was wymagają. Brnijcie przez życie z uniesioną głową, zaciśniętą pięścią i bojowym nastawieniem. Uwierzcie w siebie i swoje możliwości, a życie pokaże Wam, że tylko początki bywają trudne…

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>