„Pisarz, mundial i wakacje”- felieton Marii Paszyńskiej

asaaaz

PISARZ, MUNDIAL I WAKACJE

Pamiętacie sentymentalną piosenkę Anny German pt. „Człowieczy los”? Od kilku dni rozbrzmiewa mi w uszach, tyle, że słowo „człowieczy” moje myśli uparcie zastępują przymiotnikiem „pisarski”.
Pisarski los „nie jest bajką ani snem”. Prawda!
Pisarski los „jest zwyczajnym szarym dniem.” O, tak!!!
Pisarski los „los niesie z sobą żal i łzy.” Nadzwyczaj często!
Do niedawna cały świat żył Mundialem. Gdy nasza reprezentacja grała mecz z Senegalem doświadczyłam niezwykłej rzeczy, jaką był brak korków w stolicy o godzinie siedemnastej! Wierzcie mi, przeżycie z gatunku „jedyne w swoim rodzaju”! Najwyraźniej tego dnia wszyscy pouciekali z pracy, żeby pokibicować biało-czerwonym. Mistrzostwa świata w piłce nożnej w ogóle jak zwykle dostarczył mi wielu ciekawych obserwacji społecznych, o czym nie czas i nie miejsce teraz rozprawiać. Może jeszcze kiedyś nadarzy się po temu okazja.
Wszyscy żyli piłkarskimi zmaganiami, a ja i przynajmniej trzy moje koleżanki po fachu…deadlinami wydawniczymi.
Mecz o trzecie miejsce oglądałam z wydrukiem najnowszej książki na kolanach, nanosząc ostatnie poprawki. Syn co dwie minuty usiłował nawiązać ze mną kontakt, ale nie bardzo mu szło, a córka skomentowała moje zachowanie mówiąc do dziadka:
– Bo mama to nic tylko pracuje i pracuje.
Wtedy powiedziałam sobie dość jak śpiewała dla odmiany Agnieszka Chylińska. Uświadomiłam sobie, że podczas kolejnego mundialu mój syn będzie już nastolatkiem i zapewne będzie wolał oglądać mecze z kolegami niż z rodzicami, że być może niedzielny finał będzie jedynym, który obejrzymy wspólnie. Ta myśl mnie otrzeźwiła. „Żaden dzień się nie powtórzy, nie ma dwóch podobnych nocy”
Na mecz finałowy upiekłam ciasto. Pojechaliśmy jak to ongiś bywało w gości „na telewizję”, jako że nie mamy w domu telewizora i mieć nie planujemy, a nawet zrobiliśmy poważny zakład dzieci kontra rodzice o lody (wyszło na to, że cokolwiek się nie stanie my stawiamy;))). O wyznaczonej godzinie usiadłam na podłodze obok synka i całą sobą zaangażowałam się w ten mecz.
Teraz poczynię wyznanie, które zapewne nie spodoba się wielu. Otóż odkryłam, że nie jestem artystą totalnym. Owszem, piszę dużo, nierzadko bardzo, bardzo dużo. Prawie zawsze mam przy sobie notatnik, a gdy go brak, zapisy robię wszędzie na biletach, chusteczkach, a nawet na okładkach czytanych książek (wiem, wiem, zbrodnia!). Moja praca mnie nakręca. Każdego dnia jestem wdzięczna za to, że mam komfort wyboru i mogę wykonywać zawód, który mnie uskrzydla, daje poczucie sprawczości i sensu działań. Stańmy jednak w prawdzie, mimo całej nietuzinkowości tego fachu jest to tylko praca. I jak każda praca nie może stać się ważniejsza od życia.
Dlatego też w Wigilię zajmuję się wyłącznie barszczem, pierogami, ubieraniem choinki i pakowaniem prezentów. Pierwszego września moim uczniem, z którym idę na lody albo do kina. W rocznicę ślubu staram się cały dzień spędzić z mężem. Imieniny babci czy urodziny przyjaciółki zawsze będą dla mnie ważniejsze od siedzenia przed komputerem.
Czytając wywiady z innymi pisarzami czułam się z powyższym niekiedy trochę dziwnie, jakbym robiła coś niestosownego, bo pisarzowi przecież nie wypada nie pisać nieustannie o każdej porze dnia i nocy, a nawet gdy nie pisze myśleć wyłącznie o pisaniu. Wyzbyłam się jednak i tego uczucia.
Mam to ogromne szczęście, że przez większość pisarskiej drogi towarzyszy mi wyjątkowy Redaktor, który kocha polszczyznę, mimo młodego wieku ma już tytuł naukowy i ponad 80 zredagowanych książek na koncie. Osoba, której cnót i zalet nie sposób wymienić w tak krótkiej formie jaką niewątpliwie jest felieton. U progu wakacji obchodziłam urodziny i z tej okazji rzeczona Redaktorka napisała do mnie cudowny list. Całości nie będę Wam przytaczać , bo to mój prywatny skarb, pozwolę sobie jednak zacytować fragment:
„I na koniec życzę Ci też tego, o co w naszych czasach coraz trudniej: choć pisarzem się jest, a nie bywa, życzę umiejętności wyłączania go od czasu do czasu, łatwości ustalania priorytetów. Mam wrażenie, że na razie nie masz z tym problemów, i oby tak dalej. (…) ciesz się każdą chwilą z najbliższymi (nawet jeśli właśnie w tej chwili przyszedł Ci do głowy genialny pomysł – na pewno będziesz ich miała jeszcze setki, a dany moment może się już nie powtórzyć), umiej odmawiać.”
Możecie więc być pewni dwóch rzeczy. Po pierwsze dopóki będę miała pomysły i poczucie, że robię coś ważnego będę ze wszystkich sił starała się tworzyć jak najlepsze fabuły. Po drugie zaś, że nie opuszczę z tego powodu ani jednego przedstawienia mojej Córki, koncertu Syna czy wyjazdu z mężem. Nie będę pracowała w czasie Świąt ani na urlopie z rodziną. Nic z tego.
Są dni kiedy i pisarz musi odłożyć na bok swoją ukochaną pracę i zająć się życiem, „zwyczajnym szarym dniem”.
Bo czy jest coś bardziej inspirującego, nakręcającego twórczo niż codzienne, niepowtarzalne życie właśnie?

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>