„Inteligencja”- felieton Agnieszki Lis

32805391_10211484935908956_1152667826658476032_o

INTELIGENCJA
– Ja to chyba nie jestem inteligentna – powiedziała Helenka.
Nie skomentowałam. Zalewałam dla niej kawę, taką z fusami. Helenka lubiła, jak jej chrzęściło pomiędzy zębami.
– Dzisiaj nawet samochody są inteligentne, same parkują.
– Słyszałam. Jak myślisz, to przyjemne? – zapytałam.
– Ale co?
– No jak samochód jedzie za ciebie. Zastanawiałam się nad tym ostatnio. Skoro on jedzie, to ja nie kieruję, czyli nie jestem kierowcą.
– To ty też nie jesteś inteligenta – ucieszyła się Helenka. – Też tego nie rozumiesz.
– Za to mam inteligentną pralkę – zamyśliłam się. – Włącza się o pożądanej godzinie. Czasem sama ją wybiera, widocznie lepiej zna godzinę, o której moje pranie wypierze się najlepiej. W końcu jest inteligenta. I pralka. I komputer.
– Komputer w szczególności – zgodziła się ochoczo Helenka. – Czasem potrafi ukryć plik w miejscu całkowicie mi nieznanym, a nawet – zapewne chroniąc ów dokument przede mną samą – dla mnie niedostępnym. Być może jest to któryś z rodzajów dysków wirtualnych, do których dostęp uzyskam dopiero, gdy osiągnę wyższy poziom inteligencji.
Milczałyśmy chwilę. Helenka zbierając z warg serwetką drobinki kawy, ja herbaty.
– Dzieci mamy inteligentne – powiedziałam po chwili. W końcu jakąś radość trzeba w życiu mieć.
– Jesteś pewna? – ostrożnie zapytała Helenka. – Bo ja mam wrażenie, że to jest taka forma inteligencji, która wygasa wraz z dorastaniem.
– Może i dobrze. Strasznie by się, biedactwa, w dorosłym świecie męczyły.
– Słuchaj, a właściwie dlaczego ty tak, o tej inteligencji? – zainteresowałam się w końcu.
– Bo jechałam ostatnio samochodem i zatrzymały mnie światła.
Helenka zamilkła, ja wstydziłam się pytać dalej. Doznała objawienia na światłach? A może chodzi o samochód, co sam się zatrzymał? Helenka jednak zamilkła, bo oglądała kota sąsiadów, który właził na drzewo na wprost mojego okna.
– Popatrz, skąd on wie, gdzie postawić łapę? – zadała głębokie w przesłaniu pytanie.
– Bo jest inteligentny – odpowiedziałam zgodnie z przekonaniem. – Co z tymi światłami?
– Co? – zdziwiła się wyrwana z kontekstu. – No i zobaczyłam reklamę na bilbordzie.
Miałam ochotę ją zamordować. Znów zamilkła. Na szczęście tylko na chwilę.
– Przejeżdżam tam trzy razy w tygodniu, a nie zauważyłam wcześniej. Dostrzegłam dopiero gdy ujrzałam pana w ogrodniczkach, wspinającego się na drabinę. Na ten bilbord. I wtedy pomyślałam, że skoro będą zmieniać obrazek, to może zerknę, co na nim jest, bo już więcej okazji nie będzie. Może coś straciłam?
– I co, straciłaś? – Helenka miała zwyczaj zatrzymywania się w swojej wypowiedzi w najciekawszych momentach. Być może dlatego uchodziła za najlepszego mówcę w całym bloku. Potrafiła zainteresować każdego.
– Reklama proponowała mi zakup inteligentnej farby do wnętrz.
Zamarłam z chusteczką w drodze do ust.
– Samochody przede mną ruszyły i nie zdążyłam więcej dostrzec – kontynuowała Helenka. – Do dziś zastanawiam się, jak obliczyli jej IQ. Tej farbie?
– Może sama się pomaluje? – zasugerowałam nieśmiało.
– To mało inteligentne – skrzywiła się Helenka. – Może dobierze kolor do kuchennych mebli?
– A może sama się umyje z plam po tłuszczu – zastanawiałyśmy się głośno.
– I poczułam się strasznie mało inteligenta, bo nie mam pojęcia, czym owa farba powinna mnie zaskoczyć! – skwitowała Helenka żałośnie.
Rozumiałam ją doskonale. To okropne uczucie, taka nieinteligentność. Znacie? Na pewno nie.
Obawiam się, że tylko Helenka i ja znamy je doskonale.
Wszyscy przecież rozumieją, co robi inteligentna farba. Bo są inteligentni.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>