„Przeczytaj to jeszcze raz, Sam” – felieton Wojciecha Nerkowskiego

Przeczytaj to jeszcze raz, Sam

Zdjęcie użytkownika Grażyna Strumiłowska.
Zdarzyło mi się nieprzyjemne przeżycie czytelnicze. Nie, książka nie była zła, choć wybitna też nie, ot taki kryminał na przyzwoitym poziomie – „Deja dead” Kathy Reichs. Redakcja, tłumaczenie, wszystko było bez zarzutu. Nieprzyjemne uczucie pojawiło się w połowie lektury, zaczęło szybko narastać, by przerodzić się w autentyczny szok. Zaraz, zaraz… Przecież już kiedyś czytałem tę powieść!
Jak to możliwe, że zorientowałem się tak późno? Przebrnąłem przez prawie dwieście stron w błogiej i kompletnej niepamięci. Czyżby coś niedobrego działo się w mojej głowie? Przecież nie osiągnąłem jeszcze tego wieku, kiedy synapsy zaczynają się zacierać…
Szybko zdałem sobie sprawę, jak wiele książek, filmów i seriali wyparowało niemal całkowicie z mojej pamięci. Swego czasu przeczytałem jednym tchem „Trylogię Cornishową” Robertsona Daviesa. Dziś ze wszystkich trzech tomów pamiętam tylko, że rzecz działa się, przynajmniej częściowo, w Kanadzie (ale głowy nie dam), coś tam było o wystawianiu jakiejś opery, i był tam ciekawy zabieg literacki, w którym narrator jest duchem z zaświatów. Innym razem obejrzałem film „Wdowy” w reż. Johna Irvina – jedyne, co dziś z niego pamiętam to to, że był świetny i na końcu jest w nim jakiś niesamowity zwrot akcji, plot twist, który wart był zanotowania. Ale niestety zapamiętałem jedynie to, że powinienem był go zapamiętać. Dwie powieści Kazuo Ishiguro zlały mi się w jedną i to mglistą – „Malarz świata ułudy” oraz „Kiedy byliśmy sierotami”. A brytyjski serial detektywistyczny „Paranoid”, który obejrzałem ledwie rok temu… Nie pamiętam już, kto zabił ani nawet kogo.
Jednocześnie inne książki, filmy i seriale, niczym Chińczyki w „Weselu”, „trzymają się mocno” w moich wspomnieniach. Może więc pamięć po prostu jest selektywna, a staje się jeszcze bardziej wybredna w zalewie historii, bombardowaniu narracjami i potopie opowieści. Chyba nikt, kto sporo czyta i ogląda, nie jest w stanie zapamiętać wszystkiego. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że im więcej treści wtłaczamy w nasze mózgi, tym mniej w nich zostaje. I żaden wyciąg z miłorzębu tu nie pomoże.
Proces zapominania ma też swoje dobre strony. Doczytałem do końca „Deja dead” i, oprócz przyjemności płynącej z lektury, miałem frajdę z obserwowania swojej pamięci, a raczej jej dziur – na bieżąco mogłem sprawdzać, co zapamiętałem, a co uleciało. Od tego czasu coraz częściej wracam do książek z przeszłości. I nie chodzi tylko o fascynujący wgląd w proces przemijania i zapominania. Zdarza się, że po latach zupełnie inaczej odbieram czytane kiedyś powieści, podobają mi się bardziej albo mniej niż poprzednio, zwracam uwagę na inne szczegóły, próbuję przypomnieć sobie, kiedy, w jakich okolicznościach sięgnąłem po nie po raz pierwszy.
I oddycham z ulgą, że to jeszcze nie demencja, tylko nostalgia.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>