WYWIAD Z AUTOREM – Mariusz Wilk w rozmowie z Grażyną Strumiłowską

Wywiad po poprawkach autoryzowany.

Najnowszą książką, którą przeczytałam, był Dom włóczęgi. Skąd pomysł na przeprowadzkę do Rosji?

Okładka książki Tropami renaZaczęła Pani od końca. Decyzja o Rosji, czy raczej o Związku Radzieckim, bo pojechałem do Moskwy wiosną 1991 roku, jeszcze za Gorbaczowa, a więc ta decyzja zapadła sześć książek wcześniej… Wtedy to nie był pomysł na „przeprowadzkę”, jak Pani mówi, „do Rosji”. Wtedy jechałem w tamtą stronę jako korespondent wojenny.

Ale został Pan tam. Dlaczego pańska Rosja jest taka odległa, wiejska, zaściankowa, w sensie geograficznym oczywiście. Sielska, choć nie anielska, oddalona od wielkiego świata, z wyboru dość „prymitywna”.

Zostałem tam..? Hm… Piszę do Pani z Neapolu, gdzie mieszkam już półtora roku, a więc jak rozumieć, że zostałem w Rosji?

Mam na myśli tamten okres, który sądzę miał ogromny wpływ na Pana życie i twórczość. Literackość reportażu niesie za sobą pewne „zezwolenie” na odejście od faktu w kierunku interpretacji własnej, co zarzucano niektórym wielkim reporterom, czy poetyckość tekstu wyklucza rzetelność?

Nie tak dużo naraz, bo się gubię… Proszę nie zapominać, że mam swoje lata. Dlatego po kolei.
Przede wszystki inaczej postrzegam życie. Nie podzielone na okresy, tylko jako jedną i tę samą t r o p ę, która bieży, to tu, a to tam, to ówdzie, to z powrotem.
A co się tyczy reportażu i literatury, ja tych rzeczy nie łączę. Jestem daleki od spory pomiędzy zwolennikami fiction i non-fiction, od dawna bowiem interesuje mnie post-fiction.

Jak bardzo dotyczy pana znikomość życia o jakiej pan pisał w związku z Gombrowiczem i jego Kronosem?

Okładka książki Dom włóczęgiJak każdego. Każdy, kto odważyłby się zrobić to, co maestro Gombrowicz zrobił w swoim chronometrze, jakim jest dla mnie Kronos, przekonałby się, jakże znikome są fakty z naszego życia, które wydawały się super ważne w swoim czasie, jeśli je zapisać suchymi języka. Słowami buchalterii… Wystarczy ten piach słów wsypać do klepsydry i popatrzeć, ile czasu zostało.
Przeplata pan języki, zmienia, tworzy nowe znaczenia, używa rusycyzmów i ludowych określeń, co z pewnością stwarza problemy tłumaczącym na inne niż słowiańskie języki. Jak bardzo ważny jest dla pana język jako narzędzie pracy, język jako narzędzie porozumienia i język jako tworzywo? Czy nie obawia się Pan, że słownictwo, obce dla dużej grupy młodszych czytelników, może odstraszyć od książki? Znajomość języka rosyjskiego, kiedyś powszechniejsza w tej chwili jednak zanika.

Język to moje narzędzie – jak powiedzmy topor w ręku cieśli – którym rzeźbię swój rytm w słowach. Mój czytelnik, to ktoś, kto umie usłyszeć ten rytm (dlatego najlepiej czytać mnie na głos), bo tylko czując go, będzie mógł się poruszać w moim świecie równie nieśpiesznie, jak ja… Kto się spieszy, nie chce zajrzeć do słownika, nie ma czasu pomyśleć, nienawidzi powtórzeń, ten w moim świecie nie ma co robić. Sam sobie się znudzi po drodze lektury.

Czym jest dla pana oswajanie się ze śmiercią i kontemplacja życia? Czy się przeplatają czy wykluczają. Czy ten dom nad Oniego jest celem, czy nadal drogą do celu?

Ho, ho, ho… Na to pytanie odpowiadam właśnie kolejnym tomem Dziennika północnego zatytułowanym Curva. Tak w skrócie się nie da, książka będzie gotowa ku jesieni.

Okładka książki Wilczy notesWobec tego trzeba poczekać na odpowiedź. „Polski umysł wzorem zachodu zajął się celem, a nie drogą” a jak jest z panem? Żyje pan drogą czy celem?

Drogą do celu.

Czy nadal jest pan włóczęgą, podróżnikiem, czy jednak osiadł już pan na stałe jako człowiek, pisarz, ojciec?

Podróżnik i włóczęga to nie to samo, tak jak turysta i tubylec. Osiadłem w sobie, jeśli o to pani pyta, dosyć dawno, jeszcze w więzieniu na Kurkowej w Gdańsku w 1982 roku,

W więzieniu?
Tak, w więzieniu.

Rok 1982. Rozumiem, że sprawy polityczne. Według pana włóczęga to nie turysta, to dwa odrębne typy ludzi. Dwa odrębne typy dążeń. Czy można to pogodzić? Jak rozumie pan pojęcie „intelektualnego nomadyzmu” White’a

Wiesz Grażyno, myślę, że lepiej bądźmy na ty. Mów do mnie Mar.

Ok.

Ja już jestem gdzie indziej. Dla mnie nie Rosja była ważnym epizodem mojej tropy, tylko Daleka Północ, bo moja tropa – de facto – na Dalekiej Północy się zaczęła. Teraz na Daleką Północ patrzę z Południa Starej Europy, to kolejny zakręt.

Wieczne zakręty. Nie gubisz się w nich?

Nie, właśnie dlatego, że osiadłem w sobie wcześniej, niż zacząłem tropę.

„Historia to rodzaj choroby” mówisz w Locie gęsi za Kennethem Whitem. Jak podchodzisz do historii? Jest ważna, potrzebna, czy obciążająca? Czy da się żyć bez historii lub pomimo historii?

W Napoli zanurzyłem się po uszy w historii i jej mistrzach, jak Croce, Vico… Grażyno, ja jestem o dwa tomy dalej!!! Tamto pisałem na Labradorze, a teraz jestem na południowym krańcu Półwyspu Apenińskiego. Ty mi proponujesz, abym się wracał i komentował minione, a ja to w słowach już utrwaliłem, teraz jestem tu i teraz, to znaczy zupełnie gdzie indziej. I o tym warto pogadać, a książki niechaj czytają ci, którzy nie lubią rozmowy.

Myślę, że tak nie jest. Ty jesteś bardzo trudnym rozmówcą. Odnoszę wrażenie, że jesteś szalenie zamknięty w sobie. Jesteś apologetą samotności, a równocześnie nie unikasz spotkań z ludźmi. Dużo piszesz o spotkanych w drodze ludziach, o rozmowach z nimi, o ich historiach, od czego więc jest to samotność, od jakiejś konkretnej grupy ludzi? Cywilizacji? Tłumu?

Grażyno, to nie ja jestem zamknięty, tylko ty pytasz nie o to, czym obecnie żyję, o czym myślę i nad czym pracuję. Wypytujesz o przeszłość, którą ja na bieżąco tak czy inaczej przez całe niemal swoje życie rejestrowałem. Pytasz o więzienie, to znaczy nie znasz Konspiry, jednej z książek, które napisałe z dwoma kolesiami jeszcze przed wyjazdem z Polski. No, ale gadać o książkach, które już zostały napisane – po co, kiedy można je przeczytać i znajdziesz tam pełną i klarowną odpowiedź na każde pytanie, dotyczące określonego kawałka mojej biografii. Planów nie konkretyzuję, dopóki nie zakończę tego, nad czym obecnie pracuję.
Po wtóre, samotność nie jest od czegoś jak TYN, OGRADA, MUR – samotność to zanurzenie się w sobie… Jak się człowiek nauczy zanurzać w siebie na pustyni, to mu potem nikt nie przeszkadza.

Kiedyś jeden z brazylijskich piłkarzy powiedział „Jestem niewolnikiem wolności”. Czy te słowa odzwierciedlają Ciebie?

Ja nie jestem brazylijskim piłkarzem.

Wiem, chodzi o jego słowa.

Słowa oddają poziom piłkarza.

Był lekarzem. Ja te słowa zapamiętałam, bo samotność i wolność, na jaką może sobie pozwolić człowiek, to jednak zawsze paradoksalnie niewola.

Słowo „niewola” jest bardzo wielowymiarowe, można być rabem miłości, a można rabem na Biełomorkanale, Natomiast co do wolności, to najwolniejszy czułem się w celi więziennej. Dlatego rozumiem mnichów.

Jak mogłeś czuć się wolny w celi? Zaszokowałeś mnie.

Zaszokowałem? Bynajmniej nie było to moim zamiarem! Grażyno, to zawiłe meandry mojego stosunku do czasu. Otóż w więzieniu nauczyłem medytować c z a s, a tym samym oswajać c z a s, ujarzmiać g o – to była wolność od wrzemienia (to czas – w dawnej polszczyźnie). Oswobodzenie się od ZŁUDY.

No tak, ale złuda ma w sobie pierwiastek nadziei, a bez niej trudno żyć.

Na odwrót, jeśli złudę za złudę przyjmujesz, to widzisz przez nią na wskroś.

Możesz to rozwinąć, nie rozumiem.

Chodzi o „uwleczenie” złudą, która wówczas zastępuje Rzeczywistość. Natomiast jeśli oglądasz złudę, bawisz się złudą i grasz w złudę, nie zapominając, że to złuda, to postrzegasz, że na złudzie się nie kończy, widzisz niejako poprzez złudę drugie dno rzeczywistości.

Czy to, co zajmuje Cię w tej chwili, to w dalszym ciągu tropa, czy już podróż? Co takiego zafascynowało Cię w Herlingu-Grudzińskim, że ruszyłeś jego śladami?

To tropa, która stała się podróżą – do celu… Niczym tropa Odyseusza, póki Odys sobie nie uświadomił, że wraca do Itaki.
A Herling, cóż… Herling-Grudziński to mój ojciec chrzestny w literaturze.

A Ty masz miejsce, do którego chcesz wrócić?

Mariusz Wilk. Dom Ojca.

W Polsce?

Na tamtym świecie.

Wrócić? Przecież tam nie byłeś.

Jak to, ja stamtąd przyszedłem.

Tego chyba nikt z nas nie wie. Pamięć archetypu w nas zanika.

Mówisz, jak ziemianka. A ja miałem do czynienia z aniołami. Jak moja córeczka się urodziła. Teraz pomyśl, żartuję, czy mówię serio?

Nie wiem. Oboje jesteśmy ziemianami, czy tego chcemy, czy nie.

Oczywiście, ale możemy dopuścić, że nie tylko ziemianami, tak jak jesteśmy nie tylko Polakami czy Poznaniakami.

Tworzywem, na którym pracujesz, jest słowo – sam często o tym przypominasz. W swoich książkach cytujesz wielu pisarzy. Czy któryś z polskich jest dla Ciebie szczególnie ważny i dlaczego? Co sądzisz o kondycji naszej współczesnej literatury? Nad każdą książką długo pracujesz. I każda z nich jest – w jakimś sensie – książką życia, bo opowiada o tu i teraz. Czy ta, nad którą pracujesz obecnie, będzie poświęcona tylko Herlingowi-Grudzińskiemu, czy będzie Twoja kolejną tropą?

Zacznę od końca. To rzecz jasna moja tropa sladami Herlinga po Neapolu. Ale nie tylko, bo i śladami Muratowa i mojej Martuli, z którą razem tu drepczemy, ona po włosku w pierwszej klasie. A ze współczesnych polskich pisarzy naprawdę cenię jedynie Adama Wodnickiego.

Nie miałam jeszcze okazji zetknąć się z jego twórczością, ale obiecuję, że nadrobię. Jesteś niesamowitym człowiekiem, wielowymiarowym, piekielnie utalentowanym i bardzo trudnym. To naprawdę Ty, czy gombrowiczowska „gęba”?

Gombrowiczowska która? On miał ich wiele… Nie, od Gombrowicza dzieli mnie coraz więcej, im bardziej się starzeję. Widzę go jako barona Munchansena, która sam się chce za włosy wyciągnąć z własnej formy.

Wiele. Wobec tego jaki naprawdę jest Mariusz Wilk?

Musiałabyś przeczytać wszystkie moje książki, no choćby od „Wilczego notesu”, a jednocześnie czytać na bieżąco, co jeszcze ważniejsze, to co piszę. To są ślady Mariusza Wilka, odbite w słowach jak odciski palców. Mar pozostaje w cieniu milczenia.
Wobec tego, kto jest prawdziwy. Mariusz czy Mar?

Mariusz zostanie w słowach, Mar się ulotni…

O nie, Mar musi zostać, jego wrażliwość, poetyckość, siła. Nie zgadzam się.

Moja córka także nie zgadza się, abym umarł.

I ma rację. Tacy ludzie jak Ty muszą trwać.
Dziękuję za fascynującą rozmowę.

Poka

One comment to WYWIAD Z AUTOREM – Mariusz Wilk w rozmowie z Grażyną Strumiłowską

  • Ewa.  says:

    Ta rozmowa jest jakby ktoś, kto raz często bywał w miejskim parku i dużo oglądał na discovery, nagle stanął u progu Tajgi.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>