SPACERKIEM PO BLOGACH.

Mam taki jeden blog, na który, ze wstydem muszę przyznać zaglądam. Dlaczego? Zastanawiam się nad tym, jak trzeba być wybitnie antyutalentowanym, żeby z każdego zdania zrobić potworka językowego. Takie perełki jak „kupki smakowe”, „lega w gruzach” są tam na porządku dziennym, ale dzisiejsza „recenzja” książki Hanny Greń spowodowała najpierw u mnie dziwny zamęt w umyśle, a potem wzbudziła negatywne emocje. Dlaczego, jeśli ktoś czegoś nie umie, to się za to bierze? Ale do rzeczy:
„Żadna z zamordowanych kobiet nie posiada cech wspólnych, ani z wyglądu, ani z charakteru co bardziej komplikuje sprawę.”
– Cudne, prawda? Nie skomentuję.
„Sporym utrudnieniem dla prowadzących śledztwo jest również fakt zacierania przez zabójcę śladów”
– Rozumiem, że zabójca powinien stać i głośno krzyczeć – Policja!!! Zamordowałem!!!
„Pewnego dnia na drodze Marcina pojawia się piękna trzydziestokilkuletnia Zena, która już od samego początku zawróciła mu w głowie, zaczęła go do siebie przyciągać”
– Chyba pociągać, bo nie wiem czym go tak przyciągała, sznurkiem? smyczą?
„Nie potrafiłam jej odłożyć ani na moment, gdyż wydarzenia biegły w tak zawrotnym tempie, że nie byłam w stanie się nawet zatrzymać by zaczerpnąć tchu.”
– Rozumiem, że owa blogerka, czytała książkę podczas joggingu.
„Akcja biegnie w zawrotnym tempie, jest wiele ciekawych zwrotów wydarzeń z czego nasza adrenalina jest wciąż podnoszona do góry, a gdy przechodzimy do miłosno-zabawnych scen nasz nabuzowany organizm odpada diametralnie. ”
– Nie skomentuję, ponieważ nic nie rozumiem z tego zdania.
„Z wypiekami na ustach chłonęłam wszystko co się działo w książce, strasznie ją przeżywałam, wzruszałam się, złościłam. Domownicy bali się do mnie podchodzić, gdyż zawsze gdy mi przeszkadzali mroziłam ich morderczym wzrokiem.”
– No tak, morderczy wzrok i wypieki na ustach to już coś. Do tej pory wydawało mi się, że wypieki pojawiają się na policzkach, ale cóż, jak widać żyłam w nieświadomości.
” Szczęście trudno osiągnąć, gdy nic nie idzie po naszej myśli, jednak zdarza się, że do naszego życia trafia gliniarz i przyjaciółka w której żyje rosły dwumetrowy mężczyzna z jajami życie staje się o wiele zabawniejsze i radośniejsze”
– Rozumiem, że owa przyjaciółka została nawiedzona, chyba potrzebny egzorcysta.
Nie będę więcej cytować. Mam tylko jedno pytanie. Jak autorzy i wydawcy mogą godzić się na coś takiego. Przyznam, że po tym co przeczytałam, już nie sięgnęłabym po tę książkę.

One comment to SPACERKIEM PO BLOGACH.

  • Miłka Kołakowska  says:

    Może pisząc o wypiekach na ustach, autorka miała na myśli okruchy świątecznych wypieków? :)
    Czy te cytaty naprawdę pochodzą z jednej recenzji? Niektóre zdania są po prostu niezrozumiałe, może autorka naprawdę czytała książkę (i pisała recenzję) w takcie joggingu…
    Pozdrawiam :)

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>