WANDA RUTKIEWICZ ?NA JEDNEJ LINIE? ***

12313736_1272381022788005_1553658267610375413_n
KSIĄŻKA PRZEKAZANA PRZEZ WYDAWNICTWO ISKRY

Czytałam tę książkę jeszcze w 1986 roku, gdy została po raz pierwszy wydana. Już wtedy była dla mnie kultowa, podobnie jak osoba samej Wandy Rutkiewicz, największej polskiej himalaistki ? zresztą nie tylko polskiej: jednej z największych w dziejach himalaizmu w ogóle. Była jedną z pierwszych kobiet marzących o zdobyciu Korony Himalajów (14 głównych ośmiotysięczników) ? nie łatwymi drogami, nie komercyjnie, ale realnie, w najlepszym sportowym stylu. Zaginęła w trakcie zdobywania swego dziewiątego ośmiotysięcznika, trzeciego szczytu Ziemi ? Kangczendżongi – w maju 1992 roku. Właśnie ?zaginęła?, nie ?zginęła?, bo ciała wspinaczki do tej pory nie odnaleziono, a wokół jej zniknięcia namnożyło się wiele mitów, domysłów i legend. Tak jak to bywa z wielkimi ludźmi ? nie chcemy dopuścić do siebie myśli o ich ostatecznym odejściu, dla nas pozostają nieśmiertelni. W ten sposób pisze także współautorka książki, Ewa Matuszewska (współpraca autorska, dziennikarka, przyjaciółka Wandy), więc i ja przy tym określeniu pozostanę. Może zresztą sama wolę w to wierzyć.
?Na jednej linie? to rzecz wyjątkowa. Wanda Rutkiewicz opowiada w tej książce o swojej drodze górskiej, od pierwszych wspinaczek w skałkach (Karkonosze), aż po zdobycie Mount Everestu w roku 1978. Lecz nie tylko: zdradza także wiele ze swojej pilnie zazwyczaj strzeżonej prywatności. Wspomina rodzinę, dom rodzinny, przyjaciół, studia i pracę zawodową. Opisuje pierwsze fascynacje sportem. Największą jednak jej miłością stały się góry i to im poświęciła niemal całe swoje życie. Piękna, twarda kobieta o silnej, skomplikowanej osobowości. Nietuzinkowa pod każdym względem. Dla nas, Polaków, ucieleśnienie zarówno heroicznej i romantycznej górskiej przygody, jak i profesjonalizmu w dziedzinie wspinaczki. Dzięki jej zapiskom prowadzonym w trakcie wypraw możemy teraz poznać kulisy wysokogórskich ekspedycji, postawy ludzkie w ekstremalnych sytuacjach, walkę alpinistów nie tylko z żywiołem, ale także ? może przede wszystkim ? z własną słabością.
?Moje myślenie o alpinizmie ukształtowało się w zamierzchłej epoce, kiedy to ludzie szli w góry z wewnętrznej potrzeby, nie zastanawiając się nad tym, w jakiej kampanii reklamowej będą mogli ?sprzedać? wspinaczkowe sukcesy? ? pisze w przedmowie do obecnego wydania Ewa Matuszewska. Taki alpinizm reprezentowała Wanda Rutkiewicz. W taki i ja zawsze wierzyłam. A ta ?zamierzchła epoka? to zaledwie? dekada, dwie dekady? Jak bardzo się wszystko od tamtej pory zmieniło? Żal.
Polecam serdecznie, to lektura obowiązkowa, nie tylko dla miłośników himalaizmu. Warto znać, warto pamiętać. Z ogromnym wzruszeniem przeczytałam ją po raz drugi. Wypada również wspomnieć o klasie wydania. Niby skromnie, w sepii, jednak elegancko i na wysokim poziomie edytorskim. Do tego cenny archiwalny materiał zdjęciowy. Trzy gwiazdki ? nie muszę chyba tłumaczyć dlaczego. Przeczytajcie.

(Anna Klejzerowicz)

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>