Sprawiedliwość musi być ? fragment 3 ? Małgorzata Kursa

01-04-2015 391 sGośka spojrzała na zegarek i z popłochem rozejrzała się wokół. Obiad miała podrobiony. Wywar na zupę był gotowy. Jeszcze nie wiedziała, jaką zrobi, ale to najmniejszy problem. Zajrzy do zieleniaka i coś wybierze. Z wczoraj zostały pulpety w sosie ? dogotuje ryż i po kłopocie. Teraz musi szybko zadbać o siebie. Zazwyczaj malowała się od wielkiego dzwonu, ale Karolina zawsze wyglądała, jakby przed chwilą wyszła z salonu mody. Nie będzie jej robić obciachu, odremontuje się trochę.

Kiedy wychodziła z domu, łapiąc w ostatniej chwili teczkę z umowami, było za piętnaście dwunasta. Na szczęście mecenas Karolina Bielska wynajmowała biuro niedaleko, w budynku naprzeciwko parku, tuż obok salonu fryzjerskiego ANUSIA. Gośka mogła tam dojść spacerkiem pod warunkiem jednakże, że zrezygnuje po drodze ze swojego ulubionego zajęcia, czyli obserwacji i podsłuchiwania tubylczej ludności.
Wpadła zziajanym truchtem do biura przyjaciółki, gdy na zegarku była minuta po dwunastej. Po drodze mijała, niestety, dwie zagadane niewiasty z zapałem plotkujące o trzeciej, nieobecnej i wpadły jej w ucho nietypowe inwektywy, więc zwolniła i udawała przez chwilę, że szuka czegoś w torebce, robiąc pośpiesznie notatki na jakimś karteluszku.
– Spóźniłam się ? wysapała na dzień dobry. ? Sorry, ale życie jest ciężkie, więc nie mogłam sobie odmówić odrobiny przyjemności.
– A ta przyjemność to co? ? zainteresowała się Karolina i wskazała wypielęgnowaną dłonią mały fotelik. ? Siadaj. Wieki cię nie widziałam. Nie wyglądasz na naszą wspólną pięćdziesiątkę.
– Ty nie wyglądasz nawet na czterdziestkę ? odwzajemniła się Gośka, siadając posłusznie i obrzucając ją nieco zawistnym okiem. ? Dzięki Bogu, nie jestem przesadnie zazdrosna, bo bym wrzodów przez ciebie dostała?
– Na tyłku?
– Nie. Na żołądku. Zazdrość chyba tam się najbardziej ujawnia? Słuchaj, przed chwilą słyszałam takie cudne wyrazy zawiści, że jeszcze jestem pod wrażeniem. Jak będę miała damskiego wroga, to sobie pożyczę.
– Zmarnuje się do tej pory ? w ciemnoniebieskich oczach mecenas Bielskiej błysnęło zainteresowanie. ? Nie bądź sobek, podziel się z potrzebującym.
– A tobie do czego to potrzebne? ? zdziwiła się Gośka. ? O ile wiem, największym twoim wrogiem był ostatnio Dariusz, ale już jest out, bo się rozwiodłaś. Chyba, że nie jestem na bieżąco?
– Mylisz się, nadziejo literatury ? przerwała Karolina. ? Dariusz był moją największą pomyłką, a gdyby organizowali konkurs na mistrza palantów, z pewnością zająłby pierwsze miejsce. Moim osobistym wrogiem jest jego obecna ukochana.
– Coś ci zrobiła?
– Poza tym, że odebrała mi faceta, za którego wyszłam? ? w głosie Karoliny dźwięczała uszczypliwość. ? A już to nie wystarczy, żeby ją uznać za wroga?
– Po co ci taki facet, który leci na plastikową lalę bez śladu intelektu? ? nie wytrzymała Gośka.
– Po nico ? burknęła pani mecenas. ? A ty byś lubiła, gdyby ktoś wyciągał łapę po twoją własność? To jak kradzież!
– Nie do końca, bo przedmiot kradzieży sam lezie do złodzieja? Rany, Karo, odpuść so? A, czekaj! ? ożywiła się nagle Gośka. ? Bo ty może nic nie wiesz! Twoja? wrogini?… No, ta malowana Barbie? Ona już została ukarana. Nic nie musisz. Nacięła się, jak cholera.
– Na co i skąd wiesz?
– Z plotek ? wyznała Gośka uczciwie. ? Mam taką znajomą odziedziczoną jeszcze po mamie, która wie wszystko o wszystkich. Jakbyś chciała, wyliczy ci nawet całą rodzinę delikwenta, o którym opowiada. Po mieczu i po kądzieli?
– Nie chcę. I co ta znajoma?
– Wlazłam na nią przypadkiem na ulicy i już kombinowałam, jak tu elegancko podać tyły, kiedy zaczęła mówić o niejakiej Anduli, co to ją Pan Bóg pokarał, bo małżeństwo rozbiła. Andula mnie specjalnie nie interesowała, ale ciekawa byłam tej kary boskiej, bo może mi się kiedyś przyda?
– Na Antoniusza?
– Nie. Do książki? Więc słuchałam dalej i los mnie za to wynagrodził ? oświadczyła Gośka uroczyście. ? Imię znasz. Andula familiarnie, czyli dla reszty świata Anda?
– Ta Barbarella cholerna! ? Karolina aż podskoczyła. ? Dawaj! Jaka kara boska? Ze szczegółami proszę!
– Ze mną jak z dzieckiem. Mówisz i masz ? Gośka uśmiechnęła się szeroko. ? Otóż Andula owa zeszmaciła się i poderwała starszego faceta. Żonatego w dodatku. Bogaty miał być i zapewnić Anduli bezstresowe życie. Po czym ? słuchaj uważnie ? okazało się, że po rozwodzie facet jest jak najbardziej do wzięcia, ale już bez kasy. Bo kasa należała do byłej małżonki. Nie wiem, jak ci się udało pozbyć Dariusza bez kosztów własnych, ale Andula ma teraz problem. Facet bez kasy jej nie rajcuje, a on nie chce się odczepić i straszy ją niedotrzymaniem obietnicy małżeństwa.
– Ha! Czegoś się jednak przy mnie ten bałwan nauczył! ? wykrztusiła Karolina, kiedy już się wyśmiała. ? Chciałabym zobaczyć, jak przed sędzią sklamrze, że go o trzy dychy młodsze dziewczę w trąbę puściło? Piękne! Zachciało mu się młodego mięska, a zapomniał, że ono drogie? Może kochałam drania, ale rozum mi działać nie przestał. Jeszcze przed ślubem musiał podpisać cyrograf o rozdzielności majątkowej? Tak myślałam, że na forsę poleciała, bo Dariusz powoli się defasonuje. Brzuszek mu się zapuścił i zakola mu się robią? Wiesz, że miałam mu dać kasę na przeszczep włosów jako prezent na rocznicę? Rany, jak dobrze, że nie zdążyłam? Gośka, dzięki! Ustawiłaś mnie do pionu. Chrzanię Andulę i mojego byłego. Jak mi jeszcze powtórzysz te wyrazy zawiści, poprawisz mi humor na cały tydzień.
Gośka pogrzebała w torebce i po długiej chwili trafiła na zmiętoloną kartkę.
– Zapisałam od razu, czego dotyczyły, bo potem bym nie skojarzyła ? wyjaśniła. ? Bazgrałam, jak cholera, ale spróbuję rozszyfrować? Czekaj? Za? zapyziała żółwica?
– To rozumiem. Bo pewnie według nich powolna ? uznała słuchająca uważnie Karolina. ? Tylko nie łapię, dlaczego zapyziała.
– Może im się dobrze komponował taki zestaw, bo nie wytłumaczyły? Dalej ? teflonowa markiza?
– Tego nie zgadnę do końca życia.
– Markiza, bo nosa okropnie zadziera, a teflonowa, bo rozgrzewa się do każdego faceta ? wydukała Gośka, patrząc na kartkę. ? I jeszcze wodnista meduza. Bo podobno oczy ma nijakie? A teraz się dobrze zastanów i powiedz, jaka według ciebie jest ta nieszczęśnica, o której mówiły te dwie zołzy? Bo padło nazwisko i ja ją znam z widzenia. No?
Mecenas Bielska spojrzała na nią i dostrzegła w zielonych oczach znajomy błysk, który pamiętała jeszcze z ogólniaka. Zapowiadał on zwykle jakiś kawał, który nie zawsze był rozumiany przez innych, ale Gośkę szczerze bawił. Na szczęście poczucie humoru miały podobne, więc teraz Karolina szybko się zorientowała, co tak rozśmieszyło przyjaciółkę.
– Wiem! Ma piękne oczy, jest sympatyczna, lecą na nią faceci i? Co tam jeszcze było? Żółwica? Dziewczyna jak iskra. Zgadłam?
– Zgadłaś. Lubię patrzeć, jak idzie ulicą. Jakby płynęła. Oko samo za nią leci, bez względu na płeć obserwatora, bo stanowi naprawdę przyjemny widok. Faceci w jej obecności pawieją, a ona w ogóle tego nie dostrzega, bo jednego już ma i reszta świata jej nie obchodzi? Zołzy, nie? Zakompleksione w dodatku.
– A o kim one mówiły? ? w oczach Karoliny błysnęła ciekawość. ? Ten jeden na nią zasługuje?
– O Weronice Wojnarowej.
– O Nice?! No pewnie, że zołzy! W dodatku głupie i ślepe! Nie odróżniają powolności od opanowania. Wodnista meduza? Daj, Boże, każdej babie takie piękne oczy! A ten teflon do niej pasuje jak Kenzo do brudasa! Ona w ogóle nie zwraca uwagi na obcych facetów! I nie będę się czepiać, bo Radek ją uparcie kocha od wielu lat. Jestem skłonna przyznać, że prawie na nią zasługuje.
– Gorycz przez ciebie wrzeszczy wielkim głosem ? powiedziała Gośka z naganą. ? Widziałam ich kiedyś razem. Moim zdaniem on na nią zasługuje całkiem.
– Żaden? – zaczęła agresywnie Karolina, ale przerwało jej pukanie do drzwi.
– Przepraszam, pani mecenas ? w drzwiach stanęła sekretarka ? ale przyszła pani?
– Cholera, to już? ? Karolina w popłochu spojrzała na zegarek. ? Gośka, sorry, mam klientkę. Zostaw mi te umowy? Albo nie. Krysiu, zeskanuj to porządnie i rzuć mi na pocztę? Słuchaj ? odwróciła się do przyjaciółki, która pośpiesznie wstawała ? zadzwonię do ciebie, jak to przejrzę, dobra? I umówimy się jakoś popołudniu, bo już widzę, że w pracy raczej nie pogadamy. Pasuje ci?
– Pewnie, że mi pasuje. Umówimy się u mnie ? oświadczyła Gośka już w drzwiach. ? O jakiejś ludzkiej porze, żeby nas czas nie gonił. Do szybkiego, pani mecenas.

Małgorzata Kursa

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>